środa, 5 maja 2010

Wegealfonsi

W pierwszym numerze Kultu Ruchawki (zajebistego, nowego aktywistycznego zina na polskiej scenie!) pojawił się tekst krytykujący „wyciekający strumieniami [z kampanii PETA] seksizm”. Tekst ten ukazał się pomimo poruszenia części kolektywu redakcyjnego. Mnie poruszył nie dlatego, że prezentuje zdanie odmienne od zdania między innymi mojego, lecz ponieważ jest po prostu bardzo słaby warsztatowo. Jestem pewna, że w drugim numerze, który ukaże się na jesieni, pojawi się polemika z tezami przedstawionymi przez autora. Ja postaram się skoncentrować na poziomie merytorycznym i sposobie argumentacji.

Tezą artykułu jest stwierdzenie, że chociaż seks sprzedaje różne produkty, my – czyli obrońcy praw zwierząt – nie powinniśmy być „na sprzedaż” i nie powinniśmy wykorzystywać seksu w celu promowania weg*anizmu. Obecne w tytule słowo „alfonsi” narzuca binarną opozycję pomiędzy wegetarianami-mężczyznami i wykorzystywanymi przez nich w reklamach wegetariankami-kobietami. Binarną opozycję dekonstruuje fakt, że ruch praw zwierząt jest sfeminizowany – według badań w Stanach Zjednoczonych (których nie jestem w stanie zacytować, lecz mimo to zaryzykuję ich wykorzystanie, bo polskie środowisko praw zwierząt mimo braku dowodu w postaci takiego badania statystycznego już po pierwszym rzucie oka wygląda podobnie) 75% osób zaangażowanych w obronę praw zwierząt to kobiety. Wiedza na ten temat zadaje kłam twierdzeniu, jakoby to mężczyźni-alfonsi zajmujący się reklamą w PETA wykorzystywali wyłącznie kobiety. Ingrid Newkirk raczej penisa nie posiada. Przejrzenie ogólnodostępnych materiałów w centrum mediowym organizacji dalej każe podważyć zasadność opozycji. Są tam zarówno kobiety ubrane, jak i rozebrane, jak i rozebrani oraz nadzy mężczyźni.

Seksizm „wylewa się strumieniami”, ponieważ na reklamach są nagie kobiety. Fakt, że są tam również nadzy mężczyźni, zdaje się nie stanowić problemu dla autora. PETA ma kilka kampanii reklamowych ze wspólnymi motywami. Jest „Ink not Mink”, jest „Too much sex is a bad thing”, jest cały cykl nagości dla futer oraz tzw. veggie testimonials. W każdym z nich znajdziemy zarówno kobiety, jak i mężczyzn.

Jeden z plakatów krytykowanej przez autora kampanii „lepiej nago niż w futrze” prezentuje nagich modeli i nagie modelki Hugo Bossa z hasłem „wypnij się na futro”. W jaki sposób pokazanie nagich kobiet i mężczyzn na jednym plakacie (jeśli cyklu plakatów w ramach którego występują kobiety i mężczyźni nie uznamy za jedną całość) ma uprzedmiotawiać wyłącznie kobiety, operować seksem i epatować seksizmem?

Błędem logicznym jest postawienie znaku równości między nagością a seksem. Nagość może być manifestem odwagi i determinacji w krzewieniu jakiejś idei i symbolem poświęcenia „dla sprawy”. Nie każda naga kobieta czy nagi mężczyzna na plakacie implikuje od razu seksualny podtekst. Idąc dalej – nie każde odniesienie do seksu jest seksistowskie. Widać to w reklamie sztucznej skóry z Jeną Jameson. Jena Jameson występuje w roli dominy w bieliźnie ze sztucznej skóry. Może autor nie wie, że akcesoria do BDSM produkowane są m.in. ze skóry naturalnej, nie tylko lateksu. Nie ma nic dziwnego, gdy w reklamie bielizny występuje modelka tą bieliznę mająca na sobie.

Nie ma nic dziwnego, że w kampanii reklamowej promującej sterylizację zwierząt używa się seksualnych skojarzeń. Mamy plakaty „Too much sex can be a bad thing” prezentujące kobietę oraz mężczyznę – obydwie osoby są nagie i przysłonięte w strategicznych punktach pościelą. Hasło „Zbyt dużo seksu może zaszkodzić” prawdą jest zarówno w świecie ludzkich, jak i nie-ludzkich zwierząt. Po raz kolejny nie widzę seksizmu czy uprzedmiotowienia. Wykorzystanie do tego Rona Jeremy, który jest gwiazdą porno, raczej dodaje do wiarygodnośni hasła.

Widzę natomiast podstawowy brak researchu. Autor wykazuje brak niewiedzy, gdy twierdzi:

„to mężczyzna zawsze odnosi sukcesy, to on reprezentuje sobą wartości rządzące tym światem i to właśnie on ma prawo oglądać sobie na plakatach atrakcyjne rozebrane kobiety, które nie posiadają w jego mniemaniu niczego prócz atrakcyjnego ciała. (…) Dlaczego [PETA] nie weźnie Kathleen Leonard, witarianki, triatlonistki i ultramaratonistki? Mogłaby w ten sposób pozamiatać kilka stereotypów na temat wegan, równocześnie dokładając swoją cegiełkę do pełniejszego wyzwolenia kobiet. Lecz w świecie PETA'y jedynie mężczyźnie przyznawane jest prawo do obnoszenia się ze swoimi sukcesami i bycia za nie szanowanym.”

Stwierdzenie, że PETA nie pokazuje kobiet odnoszących sukces, jest niczym innym, jak rażącym błędem. Na reklamach organizacji pojawiają się również sportsmenki, takie jak bokserka Maureen Shea.

PETA stworzyła piękny w moim mniemaniu plakat z Cloris Leachman ubraną w suknię z liści kapusty. Stoi ona w pozie manifestującej siłę. Nie można, nawet przy silnie rozwiniętej wyobraźni, stwierdzić, że jest ona „niczym innym niż apetycznie wyglądającym kawałkiem pysznego mięsa, nagrodą dla dzielnego mężczyzny”.

Jak wspomniałam, język tekstu nasycony jest komunałami oraz błędami logicznymi. Autor pisze:

Jak możemy się sprzeciwiać klatkom równocześnie przyczyniając się do uwięzienia kobiet w wizerunku zalotnej istoty chętnej oddać swe wdzięki samcowi, który spełni jej wymagania?

O ile faktycznie niektóre reklamy PETA ukazują kobiety w zalotnych pozach, nie rozumiem czemu "oddawanie" mych "wdzięków" samcowi który spełni moje wymagania ma mi w jakikolwiek sposób uwłaczać. Gdyby nie spełniał - wtedy moglibyśmy rozmawiać. Poza tym, jak starałam się pokazać na przykładach, nie każda reklama z nagą kobietą w repertuarze PETA ukazuje kobietę jako chętną, "zalotną istotę", jeszcze mniej z nich ukazuje kobiety jako "kawałki mięsa".

Zgodzę się, że w reklamach PETA, w porównaniu z reklamami innych organizacji, występuje dużo nagości. Zgodzę się, że w niektórych reklamach kobiety występują w uległej pozie i seksualny podtekst jest zbędny. Nie zgodzę się natomiast, że PETA jest seksistowską organizacją z seksistowskimi reklamami. Jest to zbyt ogólne, niepodparte faktami stwierdzenie, a próba jego uargumentowania po pierwsze naładowana jest błędami logicznymi, po drugie zaś po prostu banalna.

A Kult Ruchawki to fajny zin, są tam ciekawe artykuły, info o nim powinno pojawić się już wkrótce - premierę w realu miał na VI zjeździe, premiera internetowa lada dzień.

9 komentarzy:

Adam pisze...

Jako autor tego artykułu chciałbym się ustosunkować do wysuwanych przez Ciebie zarzutów. Wpierw chciałbym jednak sprostować kilka tez wysuniętych przez Ciebie w tekście (na których bądź co bądź opiera się spora część zarzutów).

Po pierwsze: artykuł nie nosi tytułu „PETA: wegealfonsi”. Jak dobrze wiesz, ostateczna oprawa graficzna tekstu jest spowodowana pośpiechem w składzie związanym z odrzuceniem przeze mnie wstępnego projektu.

Po drugie: nie chcąc się wdawać w dyskusje pojęciowe zauważam fakt, że mianem alfonsa określa się osoby zajmujące się sutenerstwem. Tym samym alfonsami mogą również być kobiety, co w istocie często ma miejsce.

Po trzecie: bardzo mnie boli, że mimo poruszenia kolektyw nie zwrócił się do mnie z propozycją dyskusji lub nie zdecydował się na niepublikowanie tekstu. O sposobie jego działania porozmawiamy zresztą na privie, nie chcę w sferze publicznej prowadzić wewnętrznych dyskusji.

Po czwarte: Jak starałem się (bez sukcesu) zaznaczyć podczas dyskusji zjazdowej nie chodzi mi wyłącznie o najeżdżanie na PETA’ę jako organizację, bowiem na jej działania nie mam wpływu. Chodzi mi bardziej o sprowokowanie w środowisku dyskusji nt. naszych metod działania.

Po piąte: W żadnym miejscu swojego tekstu nie stwierdzam, że wszystkie kampanie reklamowe PETA’y są wypełnione seksizmem. Wbrew temu co piszesz trochę jednak się tematem interesowałem i wiem, że pisanie tego byłoby oczywistą bzdurą. Wydawało mi się jasne, że obiektem mojej krytyki były wyłącznie kampanie bazujące na pokazywaniu rozebranych ciał.

Tym samym pragnę przejść do meritum, czyli Twoich zarzutów wobec tekstu. Pozwolę sobie je podzielić na dwie kategorie, seksizm (który omówię bardziej w kontekście reklam PETA’y) i nagość (o której będę mówił odnosząc się do działań lokalnego ruchu prozwierzęcego).

Adam pisze...

Seksizm

Szczerze mówiąc trochę nie rozumiem Twojej argumentacji: z jednej strony piszesz, że reklamy nie są seksistowskie, z drugiej jednak przyznajesz, że w części z nich kobiety ukazywane są w uległych pozach, z którego to stwierdzenia wnioskuję, że za seksistowskie je uznajesz.

Wobec tego jeszcze raz przedstawię w trochę inny sposób mój punkt widzenia. Istnieje w socjologii pojęcie „doing gender”. Zgodnie z tą teorią prócz społecznej umowy determinującej postrzeganie płci biologicznej istnieje pojęcie kulturowej i społecznej konstrukcji płci (gender), czyli zachowań przypisanych do sfery biologicznej. Na gender składają się wszelkie zachowania nacechowane właściwościami męskimi i żeńskimi (zakładam, że nie muszę Ci tego tłumaczyć, czynię to dla innych osób czytających ten komentarz, które ewentualnie z tym pojęciem się nie zetknęły).

Z punktu widzenia tej teorii np. puszczanie przez kobiety mężczyzn w drzwiach jest sprzeczne z ich tożsamością kulturową.
Patrząc na wciąż w dużej mierze pokutujący we współczesnym społeczeństwie podział tych przypisywanych cech kształtuje nam się pewien obraz świata i obu płci. Kobieta jest zalotnym, emocjonalnym i z zasady nieracjonalnym bytem, przeciwwagą jest zaś racjonalny, twardo stąpający po ziemi mężczyzna.

Wracając do (przede wszystkim rozbieranych) kampanii PETA’y: jak wspominałem w moim tekście do KR reprodukują one wszystkie te stereotypy i przypisywane kulturowo cechy. O ile więc archetyp mężczyzny na tym jakoś specjalnie nie traci – ukazywany jest przecież jako pewny siebie obraz racjonalności, zdecydowania i sukcesu – to jednak moim zdaniem kobiety jako takie są przez nie poszkodowane.

[Oczywiście, że PETA pokazuje na swoich plakatach także kobiety odnoszące sukces – taka specyfika reklam z tzw. celebryt(k)ami. Chodzi o sam kontekst i sposób w jaki modele i modelki są ukazane(i).]

„Nagie” reklamy zostają w świadomości, to jasne. Inaczej też zresztą nie byłyby takie popularne. Pokazując kobiety jako zalotne, podniecające (w domyśle gotowe na wszystko), ładnie wyglądające istoty umacnia się jak dla mnie ten genderowy wymóg, że kobieta powinna przede wszystkim ładnie wyglądać i dobrze się prezentować obok mężczyzny.

To też miałem na myśli pisząc o kobietach będzących nagrodą dla odnoszącego sukcesy mężczyzny. Oczywiście, że Ty sobie wybierzesz partnera według własnych kryteriów, ale w jaki sposób wytłumaczysz wianuszki ładniutkich, chętnych dziewczyn otaczających Znanych i Bogatych?

Propagując właśnie te cechy w swoich reklamach PETA dokłada cegiełkę do cierpienia kobiet głodzących się chcąc wyglądać jak modelki na plakatach, bitych przez mężów bo ważyły się im sprzeciwić, czy tych gwałconych – bowiem kobieta „z natury” mówiąc „nie” tak naprawdę ma na myśli „tak”.

I to właśnie mi się w ich działaniach nie podoba. Jako osoba sprzeciwiająca się wszelkim formom dyskryminacji i wyzysku, niezależnie od tego jak wzniosłe są cele którym one służą, nie potrafię się z nimi zgodzić.

Mam nadzieję, że udało mi się tym wywodem przekazać, że dla mnie seksizm to nie, za przeproszeniem, goła dupa, ale konstrukt kulturowy wspierany m.in. poprzez działania PETA’y.

Adam pisze...

Nagość

Na zjeździe mieliśmy w kuluarach dosyć obszerną dyskusję nt. nagości. Nie mam oczywiście nic przeciwko niej w życiu codziennym, co więcej – uważam ciało ludzkie za coś per se ładnego. Jestem tym niemniej przeciwnikiem epatowania nim w celach reklamowych.

Zaznaczam, że w tym momencie nie mówię już o seksiźmie i nie jest on powodem mojej niechęci do rozbieranych reklam czy akcji.
Doskonale rozumiem powód, dla którego takie akcje czy reklamy są robione. Jak już pisałem w tekście: sex sells. Nagość się sprzedaje i jest bardzo skuteczna w przyciąganiu uwagi. Co do tego nie ma dwóch zdań. Mam trzy zastrzeżenia, dwa pragmatycznej natury, jedno natury teoretycznej.

Po pierwsze: u nas jeszcze rozbierane akcje się nie opatrzyły. Jednak specyfiką naszego społeczeństwa jest to, że potrzebuje wciąż więcej i więcej by się czymś zainteresować – jeszcze tragiczniejsze wypadki, jeszcze większe przekręty finansowe, jeszcze odważniejsze zdjęcia. Co zrobimy, gdy mediom stanie w majtkach się już opatrzy i nie będzie wzbudzało zainteresowania? Zaczniemy paradować bez nich? Czy może biorąc przykład osób walczących o środowisko założymy stronę fuckforanimals.pl? Krótko: uważam, że opieranie działalności na tych przesłaniach jest dosyć krótkowzroczne.

Po drugie: czy na pewno stosując tę formę działania dotrzemy do ludzi z naszym przekazem? Moim zdaniem rozbieranie się spłyca przekaz do poziomu haseł trzymanych przez nagie ciała i tak na dobrą sprawę nie przyczynia się do propagowania naszych argumentów. Wprawdzie zyskujemy uwagę, nie koncentruje się ona jednak na sferze merytorycznej, ale na samej formie.

Po trzecie: wciąż uważam, że epatowanie nagością jest graniem na niskich instynktach. Oczywiście, jak K. słusznie zauważył, pokazywanie jedzenia również się na nich opiera, jednak widzę zasadniczą różnicę. Robiąc pokazy gotowania, serwując jedzenie, czy rozdając przepisy pokazujemy, że też będąc weg*aninem/ką można zjeść smacznie, suto, a nawet tłusto i niezdrowo. Co pokazujemy rozbierając się? Że jesteśmy odważni/e czy ładni/e? Pewnie, ale jak to się ma do praw zwierząt?

Tym samym niekoniecznie potępiam bazowanie na niskich instynktach, jednak powinno to mieć jakiś bezpośredni cel. W rozbieraniu się go nie widzę.

Jest tyle różnych form akcji, pomysłów na reklamy itp. – czemu musimy iść po linii najmniejszego oporu? <- to właśnie jest kwintesencją mojego artykułu. Pisząc „nie bądźmy na sprzedaż” mam na myśli, byśmy nie robili tego, co po nas oczekują, co się sprzedaje. Stać nas po prostu na dużo więcej niż pokazywanie gołych tyłków.

Mam nadzieję, że udało mi się przybliżyć Ci mój punkt widzenia. Nie spodziewam się, że dojdziemy do porozumienia, jednak ufam, że przynajmniej powstrzyma Cię to od przedstawiania mnie jako niedouczonego półgłówka.

Polemikę na łamach KR chętnie poprowadzę.

Pozdrawiam,
Autor

m. pisze...

Po drugie: nie chcąc się wdawać w dyskusje pojęciowe zauważam fakt, że mianem alfonsa określa się osoby zajmujące się sutenerstwem. Tym samym alfonsami mogą również być kobiety, co w istocie często ma miejsce.

Kobietę nazwie się raczej burdelmamą. Poza tym, kobieta w tym fachu to raczej nowość. To tak samo, jak z miniskandalem z transparentem na demie w obronie Rozbratu: "polityka to dziwka". To, że obecnie dziwkami bywają również mężczyźni nie ujmuje seksizmu temu hasłu.

Po trzecie: bardzo mnie boli, że mimo poruszenia kolektyw nie zwrócił się do mnie z propozycją dyskusji lub nie zdecydował się na niepublikowanie tekstu.

Adamie, na naszej liście dyskusyjnej poruszałam temat rzetelności, odpisałeś, że nie oglądałeś wszystkich reklam na stronie pety, bo oburza Cię "każdy kawałek nagiego ciała w reklamie". Po tym stwierdzeniu zaprzestałam dalszej dyskusji.

Po piąte: W żadnym miejscu swojego tekstu nie stwierdzam, że wszystkie kampanie reklamowe PETA’y są wypełnione seksizmem. Wbrew temu co piszesz trochę jednak się tematem interesowałem i wiem, że pisanie tego byłoby oczywistą bzdurą. Wydawało mi się jasne, że obiektem mojej krytyki były wyłącznie kampanie bazujące na pokazywaniu rozebranych ciał.

Adamie, napisałeś "wylewający się strumieniami z reklam peta seksizm". Nie napisałeś "wylewający się strumieniami z niektórych reklam peta seksizm".

Zakładasz, że wyłącznie nagie ciała są seksistowskie. A gdyby reklamy peta opierały się na "tradycyjnych" wartościach rodzinnych, które są dla kobiet bardziej szkodliwe, bo trzymają je w domu, to takiego poruszenia, jak zgaduję, by nie było.

Szczerze mówiąc trochę nie rozumiem Twojej argumentacji: z jednej strony piszesz, że reklamy nie są seksistowskie, z drugiej jednak przyznajesz, że w części z nich kobiety ukazywane są w uległych pozach, z którego to stwierdzenia wnioskuję, że za seksistowskie je uznajesz.

Czyli aby reklama nie była seksistowska, musi pokazywać kobietę w pozycji silnej, a mężczyznę w słabej. To też jest przecież seksizm. To też jest przecież przypisywanie pewnych roli wszystkim kobietom i wszystkim mężczyznom, niezależnie od okoliczności i różnic między nimi na poziomie jednostkowym. A co, jeśli kobiety same się zgodziły rozebrać - a przecież peta ich nie zmuszała - i same zgadzają się na formę reklamy, zanim wezmą w niej udział? To nie jest uległe zachowanie, bo gdyby tak było - wszystkie, od Peaches i Dorris Leachman po Obamę byłyby nagie jak je Budda stworzył.

Wracając do (przede wszystkim rozbieranych) kampanii PETA’y: jak wspominałem w moim tekście do KR reprodukują one wszystkie te stereotypy i przypisywane kulturowo cechy. O ile więc archetyp mężczyzny na tym jakoś specjalnie nie traci – ukazywany jest przecież jako pewny siebie obraz racjonalności, zdecydowania i sukcesu – to jednak moim zdaniem kobiety jako takie są przez nie poszkodowane.

Adamie, śmiem twierdzić, że to, co piszesz, jest seksistowskie. Seksistowskie jest dlatego, że zakładasz, iż męski archetyp jest spoko, a kobiecy nie. Z tego, co piszesz wynika, że kobieta nie może być uległa, że emocjonalność, niesmiałość i miękkość jest zła, a dobre i warte naśladowania jest zachowanie stereotypowo męskie - czyli silne i racjonalne.

m. pisze...

[Oczywiście, że PETA pokazuje na swoich plakatach także kobiety odnoszące sukces – taka specyfika reklam z tzw. celebryt(k)ami. Chodzi o sam kontekst i sposób w jaki modele i modelki są ukazane(i).]

Ale widzisz - gdy pisałam o kobietach odnoszących sukces, pisałam o sportsmence, która ukazana jest tak samo, jak sportowcy - z atrybutami swojej profesji i w ubraniu. Nie pisałam o celebrytkach takich jak Alicia Silverstone. Takie przykłady według mnie przeczą Twojej tezie, że "w świecie pety tylko mężczyźnie pozwala się na sukces".

To też miałem na myśli pisząc o kobietach będzących nagrodą dla odnoszącego sukcesy mężczyzny. Oczywiście, że Ty sobie wybierzesz partnera według własnych kryteriów, ale w jaki sposób wytłumaczysz wianuszki ładniutkich, chętnych dziewczyn otaczających Znanych i Bogatych?

W ten sam sposób - wybrały sobie partnera/ów według własnych kryteriów.

A z innej beczki - jeśli ja jestem chętna na kogoś, chętna na przygodny seks z jakimś celebrytą, powiedzmy, Alexandrem Skarsgårdem, to czy w jakikolwiek sposób źle to o mnie świadczy? Czy kobiecie nie wolno być chętnej na ruchanie bez zobowiązań? Na BDSM? Na seks analny czy uległość?

Doskonale rozumiem powód, dla którego takie akcje czy reklamy są robione. Jak już pisałem w tekście: sex sells. Nagość się sprzedaje i jest bardzo skuteczna w przyciąganiu uwagi.

Nie rozumiem Twojego ciągłego stawiania znaku równości między nagością a seksem.

Zaczniemy paradować bez nich? Czy może biorąc przykład osób walczących o środowisko założymy stronę fuckforanimals.pl?

Według mnie to fantastyczny pomysł - jestem fanką fuckforforest. Uważam, że robią mega dobrą robotę dla ochrony lasów deszczowych i ze swoim przekazem docierają do ludzi, do których "zwyczajnymi" kanałami by nie doszli. Nie ma nic złego w pornografii per se.

Wprawdzie zyskujemy uwagę, nie koncentruje się ona jednak na sferze merytorycznej, ale na samej formie.

Spójrz na akcję "Lepiej nago niż w Simple". Mega dużo relacji w mediach, w których pojawiają się nasze argumenty, a nie tylko same półnagie ciała. Do każdego zdjęcia dołączona jest historia. Gdybyśmy stanęli tam po prostu z transparentem, to nigdzie by o nas nie napisali. Pewnych rzeczy nie przeskoczysz, szczególnie w Warszawie, która jest prawie dwumilionowym miastem i w której codziennie mnóstwo się dzieje.

Mam nadzieję, że udało mi się przybliżyć Ci mój punkt widzenia. Nie spodziewam się, że dojdziemy do porozumienia, jednak ufam, że przynajmniej powstrzyma Cię to od przedstawiania mnie jako niedouczonego półgłówka.

Nie takie było moje zamierzenie i nie widzę w swoim tekście powodów, aby wysuwać wnioski odnośnie autora tekstu. Mi też się zdarzają gorsze teksty i uważam, że pisząc każdy artykuł czy felieton trzeba być gotowym na polemikę i krytykę. Nie jesteśmy od wzajemnego klepania się po pleckach. ;) Sam wiesz doskonale, jak często czepiają się nas - członków ruchu - o jakieś totalne pierdoły. Dlatego musimy zawsze trzymać poziom, pisać jeszcze lepsze teksty, zawsze załączać bibliografię i mieć stale wysoki poziom merytoryczny. Musimy pisać i wypowiadać się w taki sposób, aby nie można nam było zarzucić nic - NIC! - bo każdy zarzut to pretekst do odrzucenia całości naszego przekazu.

Adam pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Adam pisze...

Kobietę nazwie się raczej burdelmamą. Poza tym, kobieta w tym fachu to raczej nowość. To tak samo, jak z miniskandalem z transparentem na demie w obronie Rozbratu: "polityka to dziwka". To, że obecnie dziwkami bywają również mężczyźni nie ujmuje seksizmu temu hasłu.

Tak samo jak nazwanie kobiety burdelmamą a nie alfonsem nie zmienia faktu, że czerpie korzyści ze stręczycielstwa.

Adamie, na naszej liście dyskusyjnej poruszałam temat rzetelności, odpisałeś, że nie oglądałeś wszystkich reklam na stronie pety, bo oburza Cię "każdy kawałek nagiego ciała w reklamie". Po tym stwierdzeniu zaprzestałam dalszej dyskusji.

To może skoro już się zarzucamy cytatami zacytuję całość mojej wypowiedzi:
„P: Chyba zrobiłeś jakiś research przed napisaniem?
ODP: Nie, nie zrobiłem. Oburzam się na każdy kawałek nagiego ciała w reklamie, więc wystarczyła mi jedna reklama, żeby wyrobić sobie zdanie.
Teraz na ogień biorę Kamis.”

Zakładam, że jesteś zaznajomiona z pojęciem sarkazmu? Prosiłbym Cię jednak o rzetelne cytowanie moich wypowiedzi i niewkładanie mi słów w usta, których nie wypowiedziałem.

Adamie, napisałeś "wylewający się strumieniami z reklam peta seksizm". Nie napisałeś "wylewający się strumieniami z niektórych reklam peta seksizm".

Nie napisałem również „wylewający się strumieniami ze wszystkich reklam peta seksizm”. Idąc Twoim tokiem argumentacji powiniennem (co by chwilę zajęło, bowiem każdorazowo musiałbym dojść do siebie po oburzeniu spowodowanym widokiem nagich ciał) policzyć reklamy i dojść do wniosku, że „stosunkiem 45:26 rozbierane reklamy wygrywają z ubranymi, tym samym z kampani pety wylewa się seksizm, organizacja jest seksistowska, a Ingrid Newkirk jest burdelmamą?”

Zakładasz, że wyłącznie nagie ciała są seksistowskie. A gdyby reklamy peta opierały się na "tradycyjnych" wartościach rodzinnych, które są dla kobiet bardziej szkodliwe, bo trzymają je w domu, to takiego poruszenia, jak zgaduję, by nie było.

Pozwolę sobie zacytować to co napisałem w drugim poście w tej dyskusji:
„(...) że dla mnie seksizm to nie, za przeproszeniem, goła dupa, ale konstrukt kulturowy wspierany m.in. poprzez działania PETA’y.“
Po raz kolejny serdecznie Cię proszę o niewkładanie mi słów w usta. Pewnie, dużo prościej jest przypisać dyskutantowi / dyskutantce poglądów, które później sobie można elegancko zdemontować, jednak chyba nie na tym polega dyskusja?
„Tradycyjne wartości rodzinne” są dla mnie równie gówniane, tym samym źle zgadujesz. Ale to temat na inną dyskusję.


Czyli aby reklama nie była seksistowska, musi pokazywać kobietę w pozycji silnej, a mężczyznę w słabej. To też jest przecież seksizm. To też jest przecież przypisywanie pewnych roli wszystkim kobietom i wszystkim mężczyznom, niezależnie od okoliczności i różnic między nimi na poziomie jednostkowym.

Oczywiście, to tak samo jest seksizm. Jak już jednak argumentowałem, moim zdaniem przedstawiany obraz kobiety wyrządza kobietom więcej szkody niż obraz mężczyzny mężczyznom.

A co, jeśli kobiety same się zgodziły rozebrać - a przecież peta ich nie zmuszała - i same zgadzają się na formę reklamy, zanim wezmą w niej udział? To nie jest uległe zachowanie (...).

Zakładam, że nikt nie trzymał tych pań w piwnicy i nie kazał im się rozbierać. Pewnie, że to zrobiły dobrowolnie. Jako osoby publiczne powinny jednak brać odpowiedzialność za swoje czyny i ich działanie na ludzi. Jeśli gwiazdka X powie w TV, że tak naprawdę wszystkie kobiety to dziwki, to wywiera to większy wpływ na sytuację bezimiennej przeciętnej kobiety w życiu codziennym, niż gdy mówi to pani Jadzia w salonie fryzjerskim. Moim zdaniem trzeba mieć świadomość konsekwencji tego co mówimy w mass mediach i że nasze czyny mogą mieć niemiłe konsekwencje dla innych.

Adam pisze...

Adamie, śmiem twierdzić, że to, co piszesz, jest seksistowskie. Seksistowskie jest dlatego, że zakładasz, iż męski archetyp jest spoko, a kobiecy nie. Z tego, co piszesz wynika, że kobieta nie może być uległa, że emocjonalność, niesmiałość i miękkość jest zła, a dobre i warte naśladowania jest zachowanie stereotypowo męskie - czyli silne i racjonalne.

Nie, to o czym piszesz, czyli stereotyp kulturowy reprodukowany przez np. petę jest seksistowski.
Archetyp męski jest o tyle lepszy, że przyjmując (przynajmniej na zewnątrz) te cechy, lepiej będziesz sobie w stanie poradzić w społeczeństwie. Ukazywanie osób w ten sposób nikogo nie krzywdzi, w przeciwieństwie do archretypu kobiecego z reklam.
Błąd, który popełniasz moim zdaniem w swoim rozumowaniu moich argumentów polega na równaniu poziomu archetypu (przekaz z reklam) z poziomem jednostki (odbiór reklam). To, że piszę, że ukazywanie kobiet i mężczyzn w reklamach (nie tylko pety) w stereotypowy sposób jest do dupy opiera się na tym, że te cechy w świadomości odbiorców ekstrapolowane na inne jednostki. W wypadku mężczyzny jest to mniejszym złem, bowiem nikt nie będzie próbował krzywdzić silnej jednostki, w przypadku kobiet jednak prowadzi do „zabawnych” tekstów, klepania po tyłku itp.
Bowiem na poziomie jednostkowym każdy i każda jest inny/a. W rzeczy samej zdaję sobie sprawę, że niejeden mężczyzna chciałby być częściej przytulany i móc sobie popłakać , a niejedna kobieta w spokoju móc np. dłubać sobie przy rowerze bez ciągłych ofert męskiej pomocy. Stereotypy istniejące w społeczeństwie im tego zabraniają, kampanie pety je umacniają. Proste.



A z innej beczki - jeśli ja jestem chętna na kogoś, chętna na przygodny seks z jakimś celebrytą, powiedzmy, Alexandrem Skarsgårdem, to czy w jakikolwiek sposób źle to o mnie świadczy? Czy kobiecie nie wolno być chętnej na ruchanie bez zobowiązań? Na BDSM? Na seks analny czy uległość?

Jak już pisałem: poziom jednostki kontra poziom archetypu.


Nie rozumiem Twojego ciągłego stawiania znaku równości między nagością a seksem.

Nie rozumiem twojego zafiksowania na pogląd, że hasło „sex sells” ogranicza się wyłącznie do pokazywania stosunków seksualnych.

Uważam, że robią [fuckforforest] mega dobrą robotę dla ochrony lasów deszczowych i ze swoim przekazem docierają do ludzi, do których "zwyczajnymi" kanałami by nie doszli. Nie ma nic złego w pornografii per se.

Trudno mi z tym polemizować. Brak mi danych potwierdzających tę tezę, jako np. forma zbierania funduszy na działalność na pewno jest spoko. Zgadzam się bowiem, że w pornografii nie ma nic złego, jeśli bazuje na obupólnej, nieprzymuszonej (żadnymi czynnikami) zgodzie.

Adam pisze...

Spójrz na akcję "Lepiej nago niż w Simple". Mega dużo relacji w mediach, w których pojawiają się nasze argumenty, a nie tylko same półnagie ciała. Do każdego zdjęcia dołączona jest historia. Gdybyśmy stanęli tam po prostu z transparentem, to nigdzie by o nas nie napisali. Pewnych rzeczy nie przeskoczysz, szczególnie w Warszawie, która jest prawie dwumilionowym miastem i w której codziennie mnóstwo się dzieje.

Ale Marto, co z tego? Robimy raz na pół roku jakąś akcję, schodzą się media, mamy pół minuty przekazu do ludzi. Żeby przekaz zaistniał w głowie odbiorcy / odbiorczyni wg. Teorii reklamy potrzebne są min. 2-3 kontakty w miarę krótkim czasie. My zaś mamy pół minuty co pół roku.
Nie neguję, że rozbieranie się ściąga uwagę. Rozbieranie się co tydzień, albo dwa razy w tygodniu w krótkim czasie zrobi się dla mediów nudne. Zaś samo w sobie nie jest jak dla mnie jakimś wyjątkowym nośnikiem przekazu.
Problem polega moim zdaniem na tym, że raz na jakiś czas pojawia się z naszej strony spektakularna akcja i wszyscy jesteśmy zadowoleni aż do następnego zjazdu, gdy zbierze się znów wystarczająco osób, by móc zrobić „pokaz siły”. Prawda jest zaś taka, że pod ZT powinniśmy stać ze stoiskiem co weekend i informować zwykłych ludzi, a nie na siłę pchać się do TV.
Ale to również temat na zupełnie inną dyskusję.


Mi też się zdarzają gorsze teksty i uważam, że pisząc każdy artykuł czy felieton trzeba być gotowym na polemikę i krytykę. (...) Sam wiesz doskonale, jak często czepiają się nas - członków ruchu - o jakieś totalne pierdoły. Dlatego musimy zawsze trzymać poziom, pisać jeszcze lepsze teksty, zawsze załączać bibliografię i mieć stale wysoki poziom merytoryczny.

Zgadzam się w zupełności. Moim zdaniem ten tekst powyższe kryteria spełnia. Nie był po prostu pomyślany jako dogłębna analiza zjawiska, bowiem forma zina jak wiadomo zmusza do pewnych skrótów myślowych i uogólnień, które Ty jako znawczyni tematu możesz odbierać jako niekompetencję i niedouczenie. Tym niemniej jak widać po tej dyskusji wciąż jestem w stanie się pod nim podpisać. Oczywiście, dziś napisałbym go inaczej, ale zdania nie zmieniłem.