poniedziałek, 1 grudnia 2008

Uciekająca panna krowa


Wow. :)

Jeśli ktoś jeszcze nie zna historii Borutki, może zajrzeć na stronę Vivy (również tu i tu), albo odwiedzić jej (krowy) profil na Naszej Klasie.

wtorek, 18 listopada 2008

O pszczołach w Vege.

Jestem całkiem podekscytowana, bo w listopadowym numerze Vege ukazał się mój krytyczny artykuł o produkcji miodu. To głupie, ale strasznie jaram się tym, że zajmuje aż 4 strony, i że wybrali ładne zdjęcia, i że piszę zbyt długie zdania. Najbardziej cieszę się jednak dlatego, że to mój pierwszy artykuł nie-zinowy, tylko w piśmie, które ukazuje się (prawie) regularnie oraz ma nakład kilku tysięcy egzemplarzy.

Kosztuje 6zł i z numeru na numer jest coraz fajniejsze. :)

piątek, 31 października 2008

poniedziałek, 27 października 2008

Sprawdź to!

Hej, zrobiłam niedawno taką stronę o chowie przemysłowym. W sumie to zrobiłam ją ponad rok temu. ;) W każdym razie, dodajcie sobie do zakładek i odwiedzajcie regularnie. Strona może i wygląda niepozornie, ale jest na niej coraz więcej różnych informacji o zagrożeniach związanych z chowem przemysłowym oraz o sytuacji zwierząt hodowlanych. Podlinkuj do niej swój blog/stronę. Może znasz jakieś ciekawe opracowanie/news na temat? Podrzuć mi linka.

Nadal nie mam czasu na dłuższe posty. Cierpią na tym niestety wszystkie blogi, na których się udzielam. Czas wziąć się za pisanie pracy magisterskiej, zamiast tej ciągłej gadki o niej.

PS. Zmieniłam kolor czcionki głównego tekstu. Ten wcześniejszy był jednak mało czytelny, chociaż ładny.

poniedziałek, 20 października 2008

Fundacja Viva! poszukuje wolontariuszy.

Fundacja Viva! poszukuje wolontariuszy.

Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva! istnieje w Polsce już od 8 lat. Zajmujemy się promocją praw zwierząt oraz zdrowego, wolnego od okrucieństwa stylu życia. Prowadzimy w tym celu kampanie informacyjne, a ich tematyka to m.in. chów przemysłowy, polowania na foki (w Kanadzie i Rosji), eksport koni na rzeź, zwierzęta futerkowe, zwierzęta w rozrywce, bezdomność zwierząt czy weganizm i wegetarianizm. Prowadzimy wiele stron internetowych, organizujemy akcje uliczne, lobbujemy w Sejmie, przeprowadzamy interwencje, wydajemy broszury informacyjne oraz ulotki, pojawiamy się ze swoimi stoiskami na festiwalach i różnych innych imprezach.

Nasze sukcesy w dużym stopniu polegają na pracy wolontariuszy. Posiadamy w całej Polsce ponad 20 grup lokalnych; również w siedzibie naszej Fundacji - w Warszawie - pomoc wolontariuszy jest nieoceniona.

***Chcesz zostać aktywistą/aktywistką?***
Masz zdolności artystyczne lub organizacyjne?
Chcesz zorganizować coś pozytywnego w swojej szkole/klasie/pracy/wśród znajomych?
Lubisz pracować w grupie?

***Pracujesz z komputerem?***
Potrafisz tworzyć strony internetowe?
Znasz bardzo dobrze jakiś język obcy?
Obsługujesz programy graficzne - Photoshop, Gimp?
Znasz Flash, PHP, Java?
Zajmujesz się (choćby hobbystycznie!) DTP?
Czujesz, że praca biurowa to Twoje powołanie? :)


W takim razie szukamy kogoś takiego jak Ty! Wpadnij do naszego biura w Warszawie na spotkanie w sobotę, 25 października o 11.00 - odpowiemy na każde Twoje pytanie o Fundacji oraz opowiemy o sposobach, na które możesz pomóc zwierzętom.

Nie jesteś z Warszawy (lub nie możesz przyjść), ale mimo to chcesz nas wspierać? Koniecznie skontaktuj się z nami! Pisz na marta [@] viva [.] org [.] pl - na pewno będziesz w stanie nam pomóc. :)

Oferujemy:
*możliwość współpracy z międzynarodową organizacją pozarządową
*przyjazną atmosferę
*naukę pracy w zespole
*zdobycie przydatnego doświadczenia w wielu dziedzinach
*umowy o wolontariat oraz referencje
*wsparcie dotychczasowych, niezależnych działań w temacie zwierząt
*pomoc w realizacji własnych pomysłów

Fundacja Viva! Akcja dla Zwierząt
ul. Kopernika 6 m.8
00-367 Warszawa
tel. (0 22) 828 43 29
viva.org.pl
biuro [@] viva [.] org [.] pl

poniedziałek, 22 września 2008

Festiwal "sztuki" cyrkowej - zapraszamy na pikiety. :)

Już w ten piątek, sobotę i niedzielę będziesz mieć okazję zaprotestować przeciwko wykorzystywaniu zwierząt w cyrkach!

W piątek zaczyna się "festiwal sztuki cyrkowej", organizowany przez Cyrk Zalewski, owiany niechlubną sławą znęcania się nad zwierzętami.

Nie od dzisiaj wiadomo, że zwierzęta w cyrkach zmuszane są do nienaturalnych zachowań na arenie, że ich tresura oparta jest na agresji i uprzedmiotowieniu, oraz że większość czasów spędzają one w ciasnych, nieodpowiednich dla nich klatkach.

Jeśli sprzeciwiasz się okrutnemu traktowaniu zwierząt przez cyrki i kłamliwemu nazywaniu tego "sztuką cyrkową", masz szansę wyrazić swój sprzeciw!

*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-
KIEDY:
piątek, 26.09, 17.00
sobota, 27.09, 17.00
niedziela, 28.09, 11.00

GDZIE:
WARSZAWA
róg ulic: Wolska, Towarowa
*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-

Jeśli nie mieszkasz w Warszawie, nie wszystko stracone! Wyślij list do Pana Zalewskiego, informując go o bojkocie występów jego cyrku. Poniżej przykładowy list. Zachęcamy do tworzenia własnych i wysyłania ich na adres: cyrk-zalewski@cyrk-zalewski.com.pl lub przez formularz na stronie cyrku: www.cyrk-zalewski.com.pl/website2008 w dziale "kontakt".


Szanowny Panie Zalewski,

niepokoi mnie fakt, że nadal wykorzystuje Pan zwierzęta w swoim cyrku oraz promuje tego typu działania w organizowanym przez siebie festiwalu sztuki cyrkowej. Od dawna wiadomo przecież, że zwierzęta przetrzymywane i wykorzystywane w cyrkach cierpią. Istnieją renomowane cyrki (chociażby Cirque du Soleil), które dają dobry przykład sztuki i nie wykorzystują zwierząt w swoich występach, ponieważ wiedzą, że tresura cyrkowa jest okrutna.

Zwierzęta nie zmienią swego naturalnego wzorca zachowań - a to, jak Pan wie doskonale, właśnie próbuje się wymusić na nich w cyrku. Jedną z najbardziej okrutnych stron tego problemu są metody tresury zwierząt, które mają na celu radykalne podporządkowanie zwierzęcia człowiekowi, oraz złamanie jego naturalnego instynktu obronnego. Co więcej, tresura jest szkodliwa nie tylko dla zwierząt, lecz również dla mających z nią styczność ludzi - szczególnie dla dzieci, które oglądając występy zwierząt w cyrkach nie uczą się szacunku, życzliwości czy tolerancji. Nie mam nic przeciwko cyrkowi samemu w sobie, lecz tylko przeciwko niewielkiej części (wątpliwej) sztuki cyrkowej, akceptującej i wykorzystującej okrutne metody tresury zwierząt.

Kraje i miasta takie jak: Austria, Buenos Aires (Argentyna), Vancouver (Kanada), Bogota (Kolumbia), Finlandia, Kostaryka, Singapur, Szwecja zakazały występów zwierząt w cyrkach i mam nadzieję, że Polska niedługo pójdzie śladem tych państw; Cyrk Zalewski również. Do tego czasu będę bojkotować występy Pańskiego cyrku.

Z poważaniem,

*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-

Fundacja Viva! Akcja dla Zwierząt
http://viva.org.pl
http://theinvisibles.eu/index_en.html (jeszcze nie po polsku, zapraszamy za jakiś czas)

poniedziałek, 8 września 2008

Could someone *please* bomb PETA?

Mam dosyć, miarka się przebrała. Quiz na stronie pety, na który trafiłam dzisiaj, przekracza wszelkie granice dobrego smaku. W tym moje. Nie pisałam tu nic przez prawie dwa miesiące, aż do dzisiaj. Możecie sobie wyobrazić, jak bardzo się wkurwiłam.

Pety nie lubię z wielu powodów: promowania się przy pomocy seksizmu, kampanii KFC (o której później), oraz promowania zabijania zwierząt w schroniskach (tzw. eutanazja). Quiz, do którego linkuję, to połączenie wszystkiego, co w pecie najgorsze.

Mamy więc modelkę-lolitę (te wszystkie konotacje, duh!), oferującą "przetestowanie" naszej znajomości problemów bezdomności psów i kotów. Nagrodą za każdą "dobrą" odpowiedź w quizie jest zrzucenie części garderoby. Na ostatnim zdjęciu modelka zasłania biust dłońmi, mając na sobie wyłącznie czerwone, koronkowe hot pants. Sexy! Trochę głupio czepiać się, że o damskiej części Internetu peta nie pomyślała i nie mogłam podziwiać na ekranie klaty jakiegoś Adonisa (nie żebym w ogóle chciała), ale warto również na to zwrócić uwagę. W każdym razie, kobiece ciało jest tu wabikiem; peta usilnie próbuje przyciągnąć społeczeństwo do swoich kampanii zwyczajnie mówiąc golizną. Dla mnie oznacza to tyle, iż peta po prostu boi się, że bez golizny nikt ich kampanii nie zauważy, że tematy, które poruszają, są dla ludzi zbyt nudne albo błahe. Wszystko musi trywializować i ozdabiać wypaczonym językiem popkultury.

A przecież efekty takich działań nie będą trwałe. Przyjdzie ktoś inny z ładniejszą modelką w futrze, seksowniejszym hasłem, i co wtedy? Mam wrażenie, że peta traktuje swoj target, jakby był na takim poziomie intelektualnym. Ich sposób argumentacji jest do tego niebezpieczny. Cytat z ich podstrony wyjaśniającej cele kampanii promowanej quizem:
In the U.S., homelessness is not just a human problem. U.S. animal shelters must put to death nearly 4 million dogs and cats every year because of simple math: too many animals and not enough worthy adoptive homes. You can help prevent this; it's as easy as ABC—Animal Birth Control!

Logika tego rozumowania mnie powala. "Musimy uśpić te zwierzęta, bo nie mamy dla nich domów". Może coś się zmieniło, ale kiedy ostatnio sprawdzałam, ani bezdomnych, ani dzieci w domach dziecka nie zabijano z powodu zbyt długiego pobytu na ulicy/w sierocińcu.

W Polsce otwiera się nowe schroniska dla zwierząt... w każdym razie próbuje otwierać. Porządni ludzie, którzy się tym zajmują, wiedzą, że nie mają prawa odbierać tym zwierzętom życia w imię wypaczonego humanizmu, czują natomiast obowiązek pomocy bezdomnym zwierzętom, udomowionym przecież przez człowieka i potrzebującym jego opieki (może się to ludziom podobać albo nie, tak już niestety jest, że niektóre gatunki zwierząt są obecnie od człowieka uzależnione - nie myślcie tylko, że mi się to podoba). Mniej porządni ludzie robią sobie ze schroniska fabrykę smalcu. Których poprze peta? Aż strach odpowiedzieć na to pytanie, ale ich nagonka na no-kill shelters jest po prostu obrzydliwa.

Peta ciągle krzyczy o tym, że zwierzęta w no-kill shelters nie mają odpowiednich warunków do życia - że jest ciasno, brudno, a właściciele takich schronisk to znęcający się na zwierzętach degeneraci. Właściciele kill shelters natomiast to ludzie o najwyższych standardach etycznych, kierujący się dobrem zwierząt. Wszystko jest tu tak strasznie wypaczone i odwrócone do góry nogami: smierć lepsza niż życie w brudzie i ciasnocie! nadzieja matką głupich!, podczas gdy nadzieja jest podstawą działania schroniska - nadzieja, że każde zwierzę, które do niego trafi, znajdzie dom. Peta chce zamienić wszystkie schroniska w sterylnie czyste, "humanitarne" fabryki. Przechowalnie bagażu. To najzwyklejsze w świecie uprzedmiotowienie zwierząt! Fakt, że promowane jest przez organizację zarzekającą się, że chce ich wyzwolenia, to jakaś kpina.

czwartek, 17 lipca 2008

Gucwiński vs Mago, czyli jak lecieć na opinii.

15 lipca sędzina Anna Orańska-Zdych uznała, że Gucwiński się nad misiem nie znęcał. Jeśli ktoś jeszcze sprawy nie zna, śpieszę z wyjaśnieniem: były dyrektor wrocławskiego zoo przez prawie 10 lat trzymał niedźwiedzia w betonowym bunkrze.

Według adwokata Gucwińskiego oraz pani sędzi Orańskiej-Zdych, która przychyliła się do jego opinii, zwierzęciu do szczęścia wystarczył pokarm oraz możliwość rozmnażania się. Biegły, "profesor" Dubiel (któremu powinni odebrać tytuł, tak swoją drogą, bo to, nie przymierzając, skończony debil) twierdził, że "w naturze niedźwiedź zajmuje duże terytorium ... cała jego inicjatywa życiowa skupiona jest na zdobywaniu pokarmu". W niewoli natomiast, niedźwiedź tych wszystkich kilometrów przemierzać nie musi, bo żarcie ma pod nosem. "Barometrem zdrowia jest rozród" - jeśli zwierzę się rozmnaża, to znaczy, że jest mu dobrze. No i perełka na koniec: gdyby niedźwiedziowi było naprawdę źle, to by po prostu "padł". Jeśli żył, to znaczy, że miał zapewnione wystarczające warunki.

Szczerze mówiąc nawet nie wiem, od czego zacząć, bo tak wielkiego steku bzdur nie słyszałam od dawna. Może od końca: jak widać, "profesor" nie słyszał o czymś takim, jak wegetacja. Ludzie oraz inne gatunki zwierząt czasami niestety we-ge-tu-ją, może to trwać nawet latami. Po drugie, co ważniejsze, gdyby wszystkie zwierzęta umierały w niesprzyjających warunkach, ewolucja nie miałaby racji bytu.

Co się natomiast tyczy rozmnażania - wolnożyjące koty miejskie rozmnażają się na potęgę, chociaż warunki, w których żyją, są dalekie od zadowalających. Co więcej, często są łatwym celem dla całej maści degeneratów, którym wydaje się, że jak zwierzę nie ma właściciela, to można je podpalić, albo zakopać żywcem, wypatroszyć, tudzież ukrzyżować. Rozumiem więc, że te nierzadko wypędzane zimą z piwnic na mrozy zwierzęta mają stworzone warunki idealne, bo stale powiększają swoją liczebność? Przecież to nonsens!

A może więźniowie polityczni w Chinach, którzy przez wiele lat muszą żyć w warunkach zbliżonych do warunków, w których żył Mago, również mają się świetnie, bo przecież w przeciągu tych kilkunastu lat wegetacji i tortur nie poumierali? Przecież to, co wygaduje Dubiel, to śmiech na sali. Na której będąc, swoją drogą, puszczał zalotnie oczko do Gucwińskiego w trakcie zeznań.

To, co się działo w temacie tego biednego niedźwiedzia, to kpina z etyki oraz z ustawy o ochronie zwierząt. Sędzina jak widać zapomniała, ale ja z chęcią przypomnę fragment dotyczący znęcania się nad zwierzętami:

6.1. Nieuzasadnione lub niehumanitarne zabijanie zwierząt oraz znęcanie się nad nimi jest zabronione.
6.2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:
10) utrzymywanie zwierząt w niewłaściwych warunkach bytowania, w tym utrzymywanie ich w stanie rażącego niechlujstwa oraz w pomieszczeniach albo klatkach uniemożliwiających im zachowanie naturalnej pozycji,

Po ujawnieniu całej sprawy przez dziennikarkę Gazety Wyborczej Wrocław, dla niedźwiedzia w końcu znalazły się lepsze warunki. Gdyby jednak nie ona, łatwo wyobrazić sobie, że Mago, traktowany de facto jako zbiornik na spermę (wasektomia została uznana przez Dubiela, oraz Gucwińskiego, za zbrodnię na zwierzęciu), żyłby na pięciu metrach kwadratowych do końca życia.

Gucwiński rzadko bywał w zoo. Większość czasu spędzał na kręceniu programu telewizyjnego i odwiedzaniu międzynarodowych konwentów i konferencji dyrektorów ogrodów zoologicznych. Co zrobił dla zwierząt, poza kręceniem programu o nich oraz byciem dyrektorem zoo (czy to ostatnie jest tak naprawdę "dla zwierząt", pozostawię sobie na koniec)? Przyjmował do zoo różne zwierzęta, i to dużo zwierząt, ale większość z nich kończyła jako pokarm dla węży lub dzikich kotów. Uau.

Pani Gucwińska w Rozmowach w Toku nie widzi natomiast nic złego w noszeniu futra z karakułów (owcze płody, gdyby ktoś nie wiedział), bo przecież zwierzęta "i tak są już martwe". Och tak, umarły z zupełnie innego powodu, a w tym futrze to biorą udział totalnie przez przypadek.

Cóż, mi też się zdarzało lecieć na opinii, ale po pierwsze, w liceum, a po drugie, krzywdziłam tym wyłącznie siebie, bo przez swoje lenistwo nie dostałam się na WAT. To, co robi Gucwiński, krzywdzi natomiast wyłącznie zwierzęta. I, jak widać, jak dotąd uchodziło mu to na sucho. Na szczęście, Viva! składa apelację.

Problem z Gucwińskim to również część szerszego problemu zasadności istnienia ogrodów zoologicznych w ogóle. Jak widać po argumentacji obrony, oraz po sposobie traktowania zwierząt w zoo, nikt nie przejmuje się losem ich jako jednostek. Są tam przecież przedstawicielami swoich gatunków, i to o gatunki chodzi. Jeśli więc rodzi się zwierzę o nieodpowiednich cechach, jest zabijane. Nawet jeśli warunki, w których zwierzę bytuje, są lepsze, niż te, na jakie skazano Mago, to i tak są dalekie od naturalnych. Zwierzęta przetrzymywane są po to, aby były podziwiane, a nie po to, aby je ratować przed wyginięciem. Przecież w zoo więzi się również zwierzęta nie należące do gatunków zagrożonych. Gdyby człowiekowi naprawdę tak zależało na ochronie gatunków, którym grozi wyginięcie, to ograniczyłby, albo w ogóle zatrzymał wycinkę lasów deszczowych pod uprawę paszy dla krów hodowanych na mięso; przestałby kupować wyroby z kości słoniowej, ograniczyłby emisję dwutlenku węgla, metanu i innych gazów cieplarnianych, oraz zaprzestał swojej ekspansji do wszelkich możliwych miejsc na Ziemi. Zamiast usuwania prawdziwych przyczyn ginięcia gatunków i niszczenia ekosystemów, człowiek maskuje skutki, próbując uspokajać swoje sumienie. Jak długo jeszcze?

środa, 16 lipca 2008

Greenwashing po polsku.

I stało się. Zielona obsesja w końcu wybuchła w Polsce. Niby plus, powinnam się cieszyć i skakać z radości, lecz niestety, zjawisko ochrony środowiska, przemielone przez popkulturę i kapitalizm, zostało totalnie wypaczone. W Światowy Dzień Ziemi Amerykanie witają się mówiąc "Happy Earth's Day", jakby to było co najmniej Święto Dziękczynienia, i kupują sobie okolicznościowe kartki. Cóż, bardzo earth friendly. Dla odmiany, w Polsce Carrefour promuje "biodegradowalne" torby, kosząc 60gr za sztukę. Torby, które, pomimo zielonego koloru, wcale takie zielone nie są.

Po pierwsze, torby, według Dziennika, produkowane są w Chinach, w co jestem w stanie uwierzyć, bo to samo dzieje się z eko-torbami, lansowanymi tak bardzo, że obecnie praktycznie każdy posiada co najmniej jedną. Po drugie, torby Carrefoura niby są biodegradowalne, ale tylko częściowo - to nadal te same plastikowe torby, jednakże z dodatkiem środków chemicznych, przyspieszających ich rozpad (podkreślam: rozpad, a nie rozkład). Co więcej, dodatkowym obciążeniem dla środowiska są użyte do ich produkcji barwniki - zielony i niebieski (więcej kolorów nie zauważyłam).

Cóż, problem pozostaje, a Carrefour zarabia 30gr na sztuce. Ile reklamówek schodzi jednego dnia? Ile w przeciągu roku? Bardzo szybko utrwali się w ludzkiej swiadomości przekaz, że torby z kerfura są elo, tak samo, jak eko-torby. Kolejne mylne przeświadczenie, tak samo jak to, że plastikowe torebki nadają się do recyklingu. Oświadczam: można je sobie o kant dupy potłuc.

A najlepsze i tak są torby papierowe lub bawełniane/lniane.

Tak jak twierdziłam, tak twierdzę nadal: jeśli ktoś chce naprawdę ograniczyć zniszczenie środowiska, idąc do sklepu, powinien po pierwsze, zwrócić uwagę na sposób pakowania. Sama staram się kupować ryż/kaszę w kilogramowych opakowaniach z papieru, a nie w półkilowych, wielokolorowych, kartonowych opakowaniach, w których każda porcja ryżu/kaszy opakowana jest jeszcze dodatkowo w plastik. Odmierzyć porcję ryżu potrafię sobie sama, dziękuję bardzo. Raz, że nie płacę za opakowanie, dwa, że bardziej się opłaca, i trzy, mniej śmieci. W przypadku oleju, najlepiej kupować opakowania 5-litrowe, bo zatłuszczony plastik niestety nie nadaje się do przetworzenia.

Nie chodzi tylko o to, żeby śmieci poddawać przeróbce, lecz również o to, aby ich ilość *w ogóle* ograniczyć. W czym, niestety, Carrefour wcale nie pomaga.

czwartek, 12 czerwca 2008

Podstawa podstawie nierówna.

Planuję w wakacje porozsyłać w różne miejsca swoje cv, z marzeniem, że może zaczepię się gdzieś jako tłumacz (na marginesie, zarejestrowałam się nawet na goldenline.pl i założyłam kolejnego bloga, sic!). CV postanowiłam napisać od początku raz jeszcze, bo nie chciało mi się szukać na dyskach starego. Znalazłam w Internecie wzór CV tłumacza - i wszystko byłoby ok, gdyby nie ten jeden mały kwiatuszek pod koniec:

Cóż, to musi być absolutna podstawa podstaw, Panie Nowak. ;)


Bo gdy powie się "A"...


...trzeba powiedzieć "B". ;)

poniedziałek, 9 czerwca 2008

Nowości.

Jak widać, mam nowy baner. Nie wiem, czy na stałe, nie wiem, czy pasuje, ale maksymalnie mi się spodobał! Wpadłam na niego, oraz na wiele innych na stronie Smashing Magazine, którą w ramach restoracji "lubię poniedziałki" pragnę tutaj zareklamować.

Poświęcony w całości grafice, głównie komputerowej, Smashing Magazine oferuje nie tylko darmowe banery na swoje strony internetowe, lecz również m.in. tapety oraz przeróżne tutoriale; do tego oczywiście newsy z tego jakże interesującego półświatka oraz kopalnia linków.

W każdym razie, mój pulpit dzięki SM obecnie wygląda tak:



sobota, 31 maja 2008

Łoś - ciąg dalszy

Chciałam napisać o tym wcześniej, ale nie miałam zbytnio czasu nawet na dłubanie w nosie. W każdym razie, złożyliśmy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury. Podobnie zrobił również TOZ i Biuro Lobbingu Prozwierzęcego. Ktoś nas wszystkich jednak ubiegł, więc będziemy oskarżycielami posiłkowymi. Mam nadzieję, że sprawa nie umrze.

poniedziałek, 19 maja 2008

Tydzień Wegetarianizmu za nami.

Było świetnie! A Tydzień w sumie wyszedł wegański. :)



Fantastycznie, że są tacy ludzie. :) O tych, których nie ma na zdjęciu, również pamiętam...

wtorek, 13 maja 2008

Heh...

Tutaj obejrzeć możecie krótki film, ostrzegam, że drastyczny. Ok, w sumie bardziej smutny. Wczoraj - jak podaje TVN24 - łowczy pracujący dla Lasów Miejskich "z zimną krwią" zastrzelił łosia "w centrum Warszawy".

Łosie przechodzą właśnie okres godowy, dosyć często będą się pojawiać teraz w mieście. Są pod ochroną a ten był całkiem młody - nie miał nawet poroża. Nie zachowywał się również agresywnie - na co dowodem jest filmik. Kilka dni temu gazeta.pl napisała o innym łosiu, który według relacji świadków był z pewnością agresywny, ale którego uśpiono i przewieziono do Puszczy Kampinoskiej.

Zadzwoniłam do Lasów Miejskich z prośbą o wyjaśnienia. Miły pan powiedział, że łosia zastrzelono przy Alejach Jerozolimskich, niedaleko Ursusa. Powiedział również, że łoś spokojnie zachowuje się (a raczej: zachowywał, bo w końcu jest martwy) tylko na przesłanym do tvn24 filmie, bo jest już zmęczony i zatrzymał się, aby odpocząć. Wtedy to właśnie, kiedy nie stanowił już zagrożenia (!), został nieumiejętnie zabity. Decyzję o zabiciu zwierzęcia podjął natomiast dyżurny łowczy (tak, ten pan, który na filmie krzyczy radośnie "ło ho ho!") i to wg jego oceny sytuacji postanowił użyć ostrej amunicji.

Pan powiedział mi również, że teren zabezpieczała policja. Czy skutecznie - można się przekonać widząc, jak w tle chodzi sobie jakiś starszy pan, jak ludzie spacerują za łosiem, i jak swobodnie może poruszać się "internauta Krzysztof", autor filmiku. Ponieważ Lasy Miejskie uznały materiał w tvn24 za subiektywny, wystosują w tej sprawie oficjalne oświadczenie.

Cóż, na oświadczenie poczekam, konsultacje z prawniczką w toku. Z jednej strony biorę poprawkę na to, że tvn - podobnie jak i inne media - lubią przesadzać (vide "centrum miasta" versus "pod Ursusem"), ale widzę spore niespójności między tym, co widać na filmie, zdrowym rozsądkiem a tym, czego dowiedziałam się od Lasów Miejskich.

Ciąg dalszy nastąpi.

poniedziałek, 12 maja 2008

piątek, 9 maja 2008

Adbusters + Czesław Miłosz = ?



Ciekawa wizualizacja wiersza Miłosza.

środa, 7 maja 2008

Partyzantka praktyczna. Wersja 0.5

W infoszopie przed Nocą Walpurgii rozpoczęło się nie lada przedsięwzięcie! Razem z panami na zdjęciu, znajomą i K. przygotowywaliśmy się do akcji rewitalizacji Szmulek połączonej z aktywizacją społeczności lokalnej. Brzmi skomplikowanie? Cała rzecz sprowadziła się do grzebania w ziemi. ;)

Lepiliśmy kulki z nasion, ziemi i wody. Kulki te to tradycyjna, chińska metoda wysiewu; minusem niby są rośliny mniejsze niż "standardowe", ale za to dużym plusem jest ich większa wytrzymałość. W warunkach miejskich, gdzie opady nie są systematyczne, z glebami różnie bywa, a do tego jeszcze to powietrze... metoda siewu jak znalazł. Poza tym mamy nadzieję, że spodoba się dzieciakom.

Kulki te suszyły się w infoszopie przez długi weekend - przynajmniej miały się suszyć. W normalnych warunkach należy wystawić je na dwa dni słońca, aby odpowiednio wyschły a nasiona będące w środku nie wykiełkowały. I o ile kulki otrzymywały odpowiednią ilość światła, to niestety powietrze w infoszopie okazało się zbyt wilgotne, bo gdy dziś się zjawiliśmy aby je zabrać okazało się, że 1/3 z ok. 250 kulek wykiełkowała. Nic strasznego, część wziełam do siebie i jutro z rana planuję je zasadzić w swoich doniczkach, a gdy urosną - przesadzić gdzieś indziej (lub przestawić na cudownie wielki balkon w mieszkaniu, do którego przeprowadzamy się z K. już w lipcu!). Co zrobię z resztą? Nie powiem.

W każdym razie praktyczna realizacja projektu rewitalizacji Szmulek opóźni się pewnie o kilka dni, bo prawdopodobnie w weekend zrobimy kulki znowu (nie jest to na szczęście ani nudne, ani czasochłonne) i tym razem odstawimy do wyschnięcia w SUCHYM miejscu. Jak robić coś, to lepiej robić to dobrze. Obiecuję relację z rozdawania ich mieszkańcom.

Z innych newsów, do deadline oddania pierwszego rozdziału pracy magisterskiej został mi niecały miesiąc, a ja tak sobie hulam w tą i tamtą...

wtorek, 6 maja 2008

W mojej okolicy też mieszkają kaczki.



Dzisiejszy Wulffmorgenthaler zabija. A tak na marginesie, przekaz całkiem pro-AR. ;)

piątek, 2 maja 2008

Psi przemarsz pod Ambasadę Chin

W związku z okupacją Tybetu i zbliżającą się Olimpiadą, Chiny są w tej chwili stale obecne w relacjach mediów. Kiedy na portalu dziennik.pl przeczytaliśmy tekst ”Cały kraj morduje bezpańskie psy”i zobaczyliśmy przerażający film pokazujący bestialstwo wobec zwierząt, postanowiliśmy działać. Przyłącz się!

9 maja o godzinie 15:30 rozpocznie się Warszawie przemarsz pod Ambasadę Chin. Akcja ma na celu protest wobec masowemu zabijaniu psów i kotów w Chinach, w ramach jak to eufemistycznie określono, porządkowania kraju przed Olimpiadą. Oprócz praw człowieka, w Chinach nagminnie łamane są również podstawowe prawa zwierząt. Nie chcemy i nie możemy pozostać wobec tego obojętni!

Zbiórka o godz. 15:30 w Ogrodzie Krasińskich, na tyłach Pałacu Krasińskich. Stamtąd przejdziemy zwartą grupą, na czterech łapach i dwóch nogach, pod pobliską Ambasadę Chin. Na miejscu przekażemy Ambasadzie niezwykły prezent od czworonogów - psią kupę.

Przyjdź ze swoim podopiecznym lub sam/a. Zaprotestuj razem z nami!

Uczestnictwo w akcji wiąże się z akceptacją następującego regulaminu:

# Zapraszamy tylko te psy, które, wedle wiedzy opiekunów, dobrze tolerują obecność innych psów
# Wszystkie psy są na smyczy i w kagańcach
# Psy nie będą w trakcie demo zmuszane do żadnych nienaturalnych zachowań, nie będą wykorzystywane jako żywe transparenty (typu hasła na kubraczkach), nie będą prowokowane do zachowań czyniących z nich obiekt żartów
# Za bezpieczeństwo zwierząt odpowiadają opiekunowie
# Opiekunowie sprzątają po swoich psach kupki i inne zanieczyszczenia


- Organizator ma prawo wyprosić opiekuna z psem, jeśli opiekun nie dotrzymuje warunków uczestnictwa
Ps. Ja się chyba wybiorę, nie wiem tylko, czy z czworonogiem.
Ps2. Przekształcenie mojego bloga w tablicę ogłoszeń jest chwilowe, zapewniam.

poniedziałek, 28 kwietnia 2008

Warszawski Tydzień Wegetarianizmu już niedługo. :)

Poniedziałek 12.05
Happening Stacja Metro Centrum 14:00 "Tacki z Ludzkim Mięsem" ;-) - musicie to zobaczyć!

Wtorek 13.05
Oddawanie krwi - Centrum Krwiodawstwa ul. Saska 63/75, 13:00 - zapraszamy członków Klubu Wegetariańskiego Krwiodawcy i wszystkich innych, którzy chcą oddać krew - nawet jeśli nie są wegetarianami ;-) www.krew.viva.org.pl - dla każdego bezpłatne badania krwi i czekolada ;-)

Środa 14.05
Pokaz filmu „Peaceable Kingdom” Restauracja Biosfeera Al. Niepodległości 80, 19:00 wstęp wolny; 'Królestwo spokoju' jest dokumentem na światowym poziomie. Znakomita reżyseria, najwyższej jakości zdjęcia oraz poruszające zakończenie, wprowadzają widza w świat emocji zarówno występujących w filmie ludzi, jak i zwierząt. 'Królestwo spokoju' przeplata ze sobą tematy szacunku,
przebaczenia, oddania, a także ukojenia, oferując wizję bardziej pokojowego
świata, który jest w zasięgu naszych rąk.

Czwartek 15.05
"Wegetarianizm w Modzie" Międzynarodowa Szkoła Kostiumografii i Projektowania Ubioru ul. Nowy Świat 2, 18:00 wstęp wolny

Piątek 16.05
Pokaz gotowania Bar Vegabar ul. Oboźna 9, 17:00 wstęp wolny

Sobota 17.05
13:00 Wykład Małgorzaty Rzeszutek Specjalisty w dziedzinie Medycyny Żywienia z Uniwersytetu Thames Valley w Londynie.„Dieta a choroby nowotworowe” Akademia Medyczna, Aula imienia Leona Paszkiewicza ul. Chałubińskiego 61, wstęp wolny po rezerwacji mailowej: ula [@] viva.org.pl
20:00 Cooking Clash – zawody w gotowaniu połączone z festynem organizacji prozwierzęcych i koncertem zespołu Leonoff www.myspace.com/leonoffband CDQ, ul. Burakowska 12, Bilety 15zł (po rezerwacji mailowej 10zł – adres: cezary [@] viva.org.pl )

Niedziela 18.05
Śniadanie wegańskie - szwedzki stół + koncert: Kawiarnia Cykloza ul. Hoża 62, 13:00 wstęp 8 zł

Promocje i zniżki
do 15% żniżek na produkty i dania wegetariańskie w czasie OTW: Restauracja www.biosfeera.com, Bar www.vegabar.pl, Sklep www.greenplanet.pl, Kawiarnia www.cykloza.waw.pl

Nadal można zapisywać się po bezpłatne materiały na OTW: www.zamow.viva.org.pl


Ściągnij, wydrukuj i rozwieś plakaty! -> viva.org.pl/akcjens/otw2008.pdf


-+-+-+-+-+-+-+-+-+-+

PS. Razem z K. jesteśmy w drużynie gotującej w cooking clashu więc jeśli ktoś chce zobaczyć, jak wymiatamy, to zapraszamy podwójnie. ;)

poniedziałek, 21 kwietnia 2008

Mental Detox Week! 21-27 kwietnia.


Tydzień bez telewizora nieco zmienił swoje oblicze. Adbusters w tym roku proponuje Mental Detox Week:

Przez ten tydzień zrób sobie przerwę - wyłącz telewizor, komputer, iPoda, komórkę. Nie musisz rzucać się od razu na głęboką wodę, spróbuj trochę odpocząć. Wieczorem możesz przecież obejrzeć swój ulubiony serial, ale gdy tylko się skończy - wyłącz odbiornik, zrelaksuj się, poczytaj książkę lub idź na spacer. Co powiesz na spotkanie z przyjaciółmi?

Adbusters przywołują wyniki badań, według których 2/3 Amerykanów cierpi na tzw. disconnection anxiety - czują stres i niepokój gdy nawet na chwilę tracą kontakt ze swoimi elektronicznymi gadżetami. Dlatego właśnie propozycja tygodniowego detoxu - zdroworozsądkowa przerwa zamiast późniejszego leczenia farmaceutycznego, hehe.

Strona tygodnia tutaj. Mi z powodu pracy będzie na początku tygodnia nieco trudno zrezygnować z komputera, ale później - czemu nie? W sumie strasznie dużo czasu przed nim spędzam a gdy w piątek rano zalałam sobie klawiaturę sokiem i cały dzień minął bez niego, zrobiłam mnóstwo rzeczy (część już jest na darmowejzupie), dzień był dłuższy i jakoś tak bardziej sensowny.

Ktoś ma zamiar spróbować? :)

wtorek, 8 kwietnia 2008

Wiosną tego roku znów zaczną się polowania na foki w Rosji.

Jeśli myśleliście, że Kanada to jedyne miejsce masowej rzezi fok, niestety jesteście w błędzie. Rosja postanowiła wznowić polowania na foki na wybrzeżu Morza Białego.

Nieco informacji o foce siodlastej

Foki te mogą żyć nawet 35 lat. Osiągają około 160-170 cm długości i prawie 200 kg wagi. Ciąża trwa u nich 10 miesięcy a młode rodzą się w lutym i marcu. Niemowlęta po dwóch dniach nabierają białego koloru futra i około 5-11 kg wagi. Po 12 dniach karmienia i podwojeniu swojej wagi, szczenięta porzucane są przez matkę i muszą radzić sobie same. Po następnych 6 dniach, foki lnieją i nabierają srebrnego futra w czarne plamki.

Polowania

Największa część polowania na focze szczenięta odbywa się w regionie Karelia, znajdującym się około 250 km od granicy z Finlandią. Polowań komercyjnych zaprzestano w 1965 roku, wyjątkiem były focze szczenięta. Poniżej liczba zabitych szczeniąt w polowaniach w latach 1989-2003:

1989 nie potwierdzono
1990 30 000 - szacunkowo
1991 liczba nie jest znana
1992 18 183
1993 19 925
1994 30 500
1995 30 500
1996 31 300
1997 31 380
1998 13 000
1999 30 000
2000 38 302
2001 39 106 - liczba zabitych szczeniąt w stosunku do polowań z 1991 roku podwoiła się
2002 34 187
2003 37 396 - rząd rosyjski ujawnił liczbę zabitych szczeniąt z lat 2002/03 dopiero po wielu prośbach

Szczenięta zabijane są w najmniej humanitarny sposób - poprzez pałowanie na śmierć. Foki, które nie zostaną zabite bezpośrednio przez pałowanie, zawożone są na specjalne "fermy" i stają się częścią przemysłu futrzarskiego. Szczenięta z białym futrem zabijane są uderzeniami w głowę albo w nos i wbiciem ostrza w mózg. Zapobiega się wykrwawianiom szczeniąt na lodzie z powodu przekonania, że uszkodzi to ich futro.

Gdy limit polowania zostanie osiągnięty, nie oznacza to wcale jego końca - od tej chwili chwyta się młode szczenięta i transportuje je na wspomniane wyżej focze fermy. Miejsca te są dla fok źródłem o wiele większej ilości stresu i cierpień, niż zabicie ich na lodzie w trakcie polowania. Foki chwyta się w sieci z helikopterów po to, aby później, w metalowych kontenerach mieszczących 20 szczeniąt, przewieźć je na fermy.

Szczeniąt nie karmi się w trakcie ich więzienia na fermie i wiele z nich próbuje ssać się wzajemnie w poszukiwaniu mleka. Stres i zbytnie zagęszczenie zwierząt znacznie zwiększają podatność na choroby - często dochodzi do krwawienia z pyska, niespotykanego w ogóle na wolności. Fermy strzeżone są przez 24 godziny na dobę. Szczenięta zabija się grupami po około 50 fok, kiedy uzna się, że ich futra są odpowiednie. W tym celu wstrzykuje im się truciznę - Dithyllinum. Substancja ta doprowadza do unieruchomienia mięśni szkieletowych odpowiadających za oddychanie i foki umierają przez uduszenie, lecz tylko wtedy, gdy dawka leku jest odpowiednio wysoka. Niestety, często szczenięta po prostu tracą przytomność - nie można więc stwierdzić, czy żyją w trakcie obdzierania ze skóry. Amerykańskie Stowarzyszenie Lekarzy Weterynarii potępia używanie tej substancji przy eutanazji.

Od rozpadu ZSRR nie monitorowano należycie polowań. W 1998 roku limit wynosił 35 tysięcy zwierząt. Tak samo jak w przypadku kanadyjskich polowań, przypadki nieodpowiedniego zabijania oraz transportu jeszcze żywych zwierząt nie należą do rzadkości. W 2000 roku prezydent Putin zawetował ustawę wprowadzającą zakaz polowania na foki, przegłosowaną wcześniej 273:1. W Rosji polowanie dla sportu jest bardzo powszechne, a taka decyzja byłaby niepopularna politycznie.

Od roku 2007 w polowanie zamieszane są dwa państwa - zlecenia na zabijanie fok przyjmują norweskie firmy. W styczniu 2007 roku do polowań włączyły się norweskie firmy GC Rieber Skinn AS i Polardrift AS. Futra focze w dużej części są później eksportowane do Norwegii oraz do Korei i Japonii, gdzie są uznawane za towar luksusowy.

Polowanie odbywa się w biednych regionach, istnieje więc spora konkurencja. Obszary te mają ogromny potencjał turystyczny, jednakże turystyka uważana jest za nieopłacalną, ponieważ aby dać zyski, wymaga wcześniej finansowego wkładu w region. Jeszcze w latach 90tych Komisja Ekologiczna Archanielska oznajmiła, że jeśli rozpocznie się promocja eko-turystyki w tamtych regionach, zmniejszy ona limity polowań. Administracja Archangielska wzywał niedawno do bojkotowania polowań. Jeden z urzędników tłumaczy: "Wierzę, że Rosja powinna dołączyć do państw rozwiniętych, które powiedziały 'nie' brutalności i zakazały barbarzyńskiego przemysłu". Do prostestu przyłączyło się również spore grono artystów rosyjskich, którym udało się opóźnić na pewien czas polowania. Minister Środowiska Oleg Trutniew wezwał rosyjski parlament do wprowadzenia zakazu polowań na foki.

Co możesz zrobić?

PRZYJDZ NA DEMONSTRACJE POD AMBASADA FEDERACJI ROSYJSKIEJ
10 kwietnia to międzynarodowy dzień protestu przeciwko zabijaniu fok w Rosji. Tego dnia o godzinie 15 zbieramy się pod ambasadą Rosji: ul. Belwederska 25C.

WYSLIJ LIST! PONIZEJ WZORY LISTOW
Wyraź swój przeciw wobec polowania! Wyślij list do ambasady Rosji, oraz do firmy zajmującej się polowaniem!

Wzór listu do ambasady rosyjskiej:
adres: korfwaw@mail.ru; korfwaw@yandex.ru
telefon: (0-22) 849-51-11


Szanowny Panie Ambasadorze

Piszę, aby wyrazić swoje oburzenie mającymi się niedługo rozpocząć polowaniami na foki w Rosji. Domagam się natychmiastego zakończenia polowania na focze szczenięta, będącego aktem niehumanitarnym i nad wyraz okrutnym.

Zabijanie fok, wspierane zarówno przez Rosję, jak i Norwegię, jest powodem do wstydu obydwu państw i nie jest akceptowane przez opinię publiczną na świecie, który nie toleruje już barbarzyństwa. Świat sprzeciwił się mocno rzezi w Kanadzie i coraz więcej państw Unii Europejskiej wprowadza lub zastanawia się nad wprowadzeniem zakazu importu produktów z kanadyjskich fok a setki tysięcy ludzi postanowiły bojkotować Kanadę. Podobny los czeka Rosję, jeśli nie zrezygnuje ona z polowań.

Region, w którym prowadzone są polowania, ma ogromny potencjał turystyczny. Jeszcze w latach 90tych Komisja Ekologiczna Archangielska oznajmiła, że jeśli rozpocznie się promocja eko-turystyki w tamtych regionach, zmniejszy ona limity polowań. Mieszkańcy Archangielska mogą mieć zapewnioną bezpieczną przyszłość a fokom nie musi dziać się krzywda.

Dlatego jeszcze raz proszę o wsparcie działań mających na celu zakończenie okrutnych i zbędnych polowań na fokę grenlandzką. Wierzę, że Rosja zadziała słusznie w tej sprawie i stanie się dla Kanady, oraz innych państw, pozytywnym przykładem zmian.

Z poważaniem,
...... .........

--------------

Wzór listu do firmy GC Rieber Skinn AC, przeprowadzającej tegoroczne polowanie.
Adres: skinn@gcrieber.no

Dear Sir/Madam

I am deeply concerned with actions taken up by your company in Russia. I strongly believe that the Russian seal hunt ought to be stopped immediately. It is a perfect example of barbarism. Everywhere in the civilized world people are putting up successful fights against the use of natural fur and societies understand that natural furs are connected only with inhumanity, violence and death, all of which are completely unnecessary.

That is why I strongly urge your company to withdraw from taking part in the bloody businness of the Russian seal hunt.

Faithfully,
......

poniedziałek, 31 marca 2008

Marzec miesiącem bez reklamy.

Pół świeczki na zimnej pizzy. Jał!

:-))))

Piesek znalazł swoich właścicieli! Nie dzięki mocy Internetu, ale wożenia się po dzielni, hehe. :) Strasznie się cieszę, spotkać właściciela psa na spacerze... niezły szczęściarz z Bejruta (tak ma na imię) :)

Nie mogę się nacieszyć, piesek jest cudowny i czas z nim spędzony również taki był. Nie wiedziałam, że jest taki energiczny, jak poznał opiekuna to mało mu oczu z twarzy nie zlizał. :D

Idę usuwać wszystkie ogłoszenia z netu.


piątek, 21 marca 2008

Znaleziono psa!

Dnia 20 marca, około godz. 19, przy wejściu na peron Metra Centrum w stronę Kabat znaleziono psa (wiek ~4-6 lat, czarne umaszczenie z białym brzuszkiem, bardzo łagodny i przyjacielski).

Opiekuna prosimy o kontakt:

Fundacja Viva! Akcja dla Zwierząt

0 22 – 828 – 43 – 29 || 0 – 609 – 758 – 640

Podajcie dalej.

czwartek, 13 marca 2008

Flyover, ADF

Mr. Transmetropolitan get out of my way,
There ain't enough hours in my day,
The city's on fire in the pouring rain,
steam is rising faster than a runaway train,
in the battle on the streets you fight computers and receipts,
in a bloody turf war between Prada Gucci
a killer behind the wheel who ain't never goin home
skidding and sliding outside the transit zone

Flyover, Flyover
Step on the gas get down in the accelerator,
Don't wanna get back don't wanna get captured,

Speeding through the invisible 20 percent,
watch the race between the guilty and the innocent
Rubbing shoulders with a su-su-super class engine,
burning up the hoorahs in South Kensington

Choking up London firing smoke into the air
some days you'd rather be anywhere but here,

Flyover, Flyover
Step on the gas get down in the accelerator,
Don't wanna get back don't wanna get captured,

Ooh, the city is blind but it will not slow down,
the drive to destruction is the heaviest sound,
The city is blind but it will not slow down,
the drive to destruction is the heaviest sound,
Is the heaviest sound, is the heaviest sound,

Shift to the underground and it's another story,
as the sounds surround you with positive energy,
As the bass line pud-a pump-pums creativity
I said you know this is the place to be, You know it's always been the place to be,

Flyover, Flyover
Step on the gas get down in the accelerator,
Don't wanna get back don't wanna get captured,

Don't wanna be down in the station at the stroke of midnight,
you only wanna go where there's plenty of light,
Asking for direction man they tell ya the wrong way,
you know there's never time, you know there's never enough hours in the day,

The city is blind but it will not slow down,
the drive to destruction is the heaviest sound.



Hmm... tak, definitywnie pasuje do mojego nastroju ostatnio. Swoją drogą, świetny song.

niedziela, 9 marca 2008

Skłoterski samochód.


Przy okazji niezły luksus.

piątek, 7 marca 2008

Guerilla gardeners are coming to town. :)

Serdecznie zapraszamy wszystkich do praskiego infoszopu na spotkanie dotyczące partyzantki ogrodniczej.

Guerilla gardening - ogrodnictwo partyzanckie - forma aktywizmu społeczno-polityczno-ekologicznego polegająca na intensywnym zazielenianiu miasta. Sadzić można wszystkie rosliny, we wszystkich miejscach- na nieużywanych połaciach ziemi w środku miasta, na zaniedbanych trawnikach czy klombach, na dachach budynków, w ruinach i nieużytkach zakłada sie ogrody. Nie jest to działanie zarezerwowane dla jakiejkolwiek grupy społecznej czy politycznej, a jedynie spontaniczna reakcja na zatrważającą NIEzieloną politykę gospodarowania miejską przestrzenią.

Na spotkaniu będzie można dowiedzieć się skąd wziął się ruch ogrodniczych partyzantów, jak rozwijał się i jak wygląda dziś, jak bez większego zaangażowania finansowego zaangażować się w odzyskiwanie i tworzenie przestrzeni zielonych w betonowej dżungli, a także jak na własny użytek wyhodować warzywa, owoce czy zioła.

Po warsztatach odbędzie się spotkanie organizacyjne warszawskiej grupy ogrodniczej.

Na spotkaniu, jak na prawdziwy podwieczorek przystało oczywiście słodka strawa dla ciała (ciasto) i umysłu (ulotki, ziny, książki o ogrodnictwie, ekologii, weganizmie).

12 marca 18.00 infoszop na pradze-targowa 22-wejście od kijowskiej.

Podwieczorki odbywają się zawsze w drugą i czwartą środę miesiąca o 18.00 w praskim infoszopie. Następne spotkanie już 26 marca.

pozdrawiamy,
warsaw vegans
warsawvegans/at/o2.pl

poniedziałek, 25 lutego 2008

No tak, dzisiaj poniedziałek. Trochę mi głupio, że swoje postanowienie złamałam już po jednym tygodniu, jednakże choroba robi swoje. ;) Od tego tygodnia mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze.

Ciągnąc dalej temat eko:

Ekoblogia [ekoblogia.pl]

Bardzo ciekawy blogoserwis zajmujący się nowinkami ze sceny ekologicznej. Dostarcza informacji o ciekawych produktach wykorzystujących alternatywne źródła energii (lampa na grawitację czy... wibrator) oraz o nietypowych pomysłach na jej zdobywanie (drzwi obrotowe czy nanocząstki w ubraniu). Do tego wiadomości ze świata, prawo odnośnie ochrony środowiska, recykling, kopalnia pomysłow, oraz jeszcze kilka innych zakresów tematycznych - i mamy bardzo fajny serwis.

Jedynym minusem jest, według mnie, niedostateczny poziom stylistyczny niektórych tekstów. Wypadałoby nieco umiejętności podszlifować, czasami bywa to irytujące. Nie jest to jednak coś strasznego i wierzę, że wraz z dalszym rozwojem ekoblogii sytuacja będzie się poprawiać. :)

sobota, 16 lutego 2008

Delfinoterapia, część druga.

Pod linkiem poniżej znajduje się ulotka o delfinoterapii, która wywołała niezłe poruszenie w poście wcześniej. Wprowadzone jest kilka zmian oraz druga strona. Jeśli ktoś chciałby skorzystać - droga wolna.

czwartek, 7 lutego 2008

Zakochaj się w delfinie... i zamęcz go na śmierć.

Dla wszystkich z okazji imprezy w Radiu Luksemburg (16.02) mały quiz z nagrodami, przygotowany specjalnie przez Warsaw Vegans:


DELFINOTERAPIA to:


a. mistyczne przeżycie, pozwalające na bezpośredni kontakt z naturą

b. szansa na poprawę życia wielu rodzin dotkniętych autyzmem

c. ochrona zagrożonego gatunku, jakim jest delfin

d. nieporozumienie wynikające z chęci zysku


jeśli wybrałeś/aś odpowiedź a:

Pomyśl raz jeszcze: czy to na pewno kontakt „z naturą”? Betonowy basen, 15 x 15 metrów. W środku kilkanaście osób, instruktorzy i delfin(y). Te ostatnie porządnie zestresowane z powodu: warunków, w których się znalazły, i które są dalekie od ich naturalnego środowiska; ilości osób, które ich dotykają. W betonowym basenie delfiny nie mogą realizować zachowań właściwych dla swojego gatunku, takich jak echolokacja czy przepływanie ponad stu kilometrów dziennie. To żaden „bezpośredni kontakt z naturą”. To jej wypaczanie oraz znęcanie się nad zwierzętami.


jeśli wybrałeś/aś odpowiedź b:

To znaczy, że nie wiesz, że skuteczność delfinoterapii nigdy nie została dowiedziona naukowo. Oczywiście, tego typu relaksujące dla dzieci przeżycie powoduje tymczasową poprawę, jednak po pewnym czasie wszystko wraca do normy. Weź również pod uwagę to, że relacje o rzekomych znacznych polepszeniach u dzieci pochodzą od zdesperowanych rodziców, którzy próbowali wielu sposobów na ratowanie dziecka i wierzą bardzo mocno, że tym razem na pewno odnaleźli cudowne lekarstwo.


jeśli wybrałeś/aś odpowiedź c:

To naprawdę nie mamy pojęcia, skąd u Ciebie tego typu informacje. Wyławianie delfinów to niezły biznes, a cena jednego schwytanego do delfinoterapii ssaka osiągać może dziesiątki tysięcy dolarów. Przy okazji tego typu polowań (np. w Japonii) wiele delfinów jest zabijanych. Nikt nie myśli o ochronie gatunku – wszyscy o pieniądzach. Idziemy dalej: żyjący na wolności delfin ma szansę przeżyć do 50 lat. W niewoli – maksymalnie kilkanaście. Podobnie jak u zwierząt przetrzymywanych w zoo – delfiny praktycznie się nie rozmnażają. I perełka na koniec: szkolenie na delfinoterapeutę przeżywa 10-20% delfinów.


jeśli wybrałeś/aś odpowiedź d:

Masz absolutną rację! Na delfinoterapii można nieźle zarobić, sprzedając to pod otoczką „powrotu do natury” czy „rewolucyjnej metody rehabilitacyjnej”, równocześnie mając sobie za nic los delfinów, zarówno jako jednostek, jak i jako gatunku. Z jednej strony, uważamy delfiny za bardzo rozwinięte i inteligentne jednostki, a z drugiej robimy z nich błazenadę, każąc błagać o smakołyki robiąc fikołki.

Gratulujemy, wygrałeś/aś spokojne sumienie.


Pozdrawiamy,

Warsaw Vegans

warsawvegans[@]o2.pl


Krótko: genialne!

PAP pisze, że w pięćdziesięciu autobusach miejskich w Białymstoku reklamy ustąpiły miejsca dziełom sztuki.

W tzw. autoboksach, czyli ramkach zwykle przeznaczanych na reklamy, zostały umieszczone wiersze, fragmenty prozy, reprodukcje współczesnego malarstwa. Nietypowa inicjatywa Komunalnego Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej w Białymstoku ma służyć promocji literatury i sztuki.

Prezes KPKM Dariusz Ciszewski poinformował, że pomysł podpatrzono w Londynie, gdzie funkcjonuje już dwie dekady. – „Liczba potencjalnych odbiorców jest ogromna – każdego dnia białostockimi autobusami miejskimi jeżdżą tysiące osób. Średni czas podróży – to ok. 20 minut” – powiedział o „swojej” akcji.

Prezentację dzieł artystycznych rozpoczęto od twórców z regionu (np. wierszy Wiesława Kazaneckiego), w dalszej kolejności pasażerom będą przybliżani twórcy światowi, ale także np. zwycięzcy konkursów szkolnych. Doborem prac, które znajdą się w autoboksach, zajmują się pracownicy Galerii Arsenał i Książnicy Podlaskiej w Białymstoku.


Skopiowane z: Obywatel.org.pl

poniedziałek, 4 lutego 2008

Lubię poniedziałki!

Ponieważ często wpadam na całkiem ciekawe strony, postanowiłam zacząć regularnie dzielić się moimi odkryciami z nieświadomą ich istnienia resztą świata. Od tej pory raz w tygodniu, w poniedziałek, postaram się ukazać coś interesującego i wartego zauważenia.

W tym tygodniu z mocnym zielonym zacięciem, i częściowo (niestety) po angielsku.

Greenwashing Index: http://www.greenwashingindex.com/

Definicja greenwash z Wikipedii. W dużym skrócie oznacza to wciskanie konsumentom kitu, że reklamowany produkt jest naprawdę, naprawdę, NAPRAWDĘ pro-eko, chociaż w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie.

Po to właśnie powstało Greenwashing Index: aby uświadamiać ludziom, które firmy próbują rzeczony kit wciskać. Serwis jak na web 2.0 przystało tworzony jest przez użytkowników - oni wrzucają znalezione przez siebie reklamy (głównie rynek amerykański), komentują je oraz oceniają stopień wciskania kitu. Ocena jest przy tym bardziej złożona niż np. na YouTube, bo bierze pod uwagę szereg aspektów reklam i nadaje im wartości z przedziału 1-5, gdzie im większa liczba, tym większy poziom greenwashing: wprowadzanie w błąd słowami, stroną wizualną, obiecanki odnośnie ekologii, które są nieprawdziwe albo niemożliwe do udowodnienia, pomijanie pewnych faktów w celu zwiększenia potencjału ekologicznego.

Na tą chwilę na stronie widnieje 50 reklam. Widzę w niej potencjał. Bycie zielonym robi się modne - to dobrze, o ile nie zostaje wykorzystywane jako tani chwyt marketingowy.


Ho::lo: http://ho-lo.pl

Znalazłam ich w jakimś komentarzu na groszkach (ble!) i wygoglowałam. W nich się nie da nie zakochać! Ho::lo to ludzie szyjący torby, portfele, nesesery, i tak dalej, ze zużytych banerów czy plandek reklamowych! Każdy produkt jest unikalny, każdy jest recyclingiem (upcycling, hihi). Ceny ze średnio-wyższej półki, ale według mnie naprawdę warto się nad nimi zastanowić przy następnym wyborze torby podróżnej. Ja na pewno tak zrobię. Gdy uznam, że potrzebuję nowej, oczywiście. :)

niedziela, 27 stycznia 2008

Sexploitation?

Sexualize:

To make sexual in character or quality: "the thesis that one can sexualize life completely without ever bumping into responsibility" Stephen Koch.
(the free dectionary)

Sexploitation = sex + exploitation; innymi słowy, termin ten oznacza wykorzystywanie treści o wyraźnie seksualnym zabarwieniu w mediach czy filmach. O czym poniższy krótki filmik:



Cytowany w filmie raport APA można znaleźć tutaj.

[edit - tłumaczenie napisów pojawiających się w filmie]
Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne twierdzi, że seksualizacja młodych dziewcząt ma związek z powszechnie występującymi chorobami umysłowymi, zarówno u dziewcząt, jak i kobiet: zaburzenia odżywiania, zaniżona samoocena, depresja.

Seksualizację definiuje się jako sprowadzanie wartości jednostki jedynie do jego/jej atrakcyjności seksualnej i/lub zachowań seksualnych, wykluczając wszystko inne, oraz gdy jednostkę sprowadza się do roli przedmiotu (uprzedmiotowienie) w celu zaspokojenia seksualnego innych osób.

Handel seksem jest nielegalny, jednak wykorzystywanie seksu do promowania wzrostu gospodarczego już nie jest.

piątek, 25 stycznia 2008

Co ma w rzyciu sęs?

Informacja o pikietowaniu Simple z powodu wykopania wywołała niezłe poruszenie... Wiele razy w komentarzach pojawiały się sugestie życzliwych osób, że powinnam/-iśmy zająć się w końcu czymś pożytecznym i sensownym. Nikt niestety nie sprecyzował, co wg niego/niej jest pożyteczne, sensowne i warte zachodu. :(

Rozumiem oczywiście, że poszerzanie horyzontów jest out of question.

Jakieś pomysły? Bo jeśli moje życie jest bez sensu, to chciałabym tą sytuację jakoś zmienić. Najgorsze, co może się przydarzyć, to stanie w miejscu!

wtorek, 22 stycznia 2008

Simple Creative Products?

Fundacja Viva! od pewnego czasu bojkotuje firmę odzieżową Simple. Powodem jest stosowanie przez nią w swojej odzieży futer naturalnych. Simple to marka całkiem eksklusiw... no, przynajmniej z daleka.

W ostatnią sobotę mieliśmy protest pod sklepem Simple w Złotych Tarasach. Ochrona (Impel) była chamska i dopuszczała się względem damskiej części pikietujących tekstów, za które w innych państwach zostałaby bez mrugnięcia okiem oskarżona o molestowanie seksualne. O ile jednak (bardzo mi przykro, że muszę to pisać...) ze strony ochrony zachowania tego typu spodziewałam się, o tyle zachowanie właścicielki sklepu przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

W pewnym momencie wypadła ze sklepu i zaczęła szarpać pikietujących, kopać ich i ich rzeczy. Przy okazji krzyczała głośno i wyraźnie "wypierdalać!". Stałam na przeciwko z drugim banerem. W pewnym momencie podeszła do mnie i zaczęła mi ubliżać, utrzymując poziom swojej argumentacji gdzieś na etapie przedszkolaka, a poziom kultury pasował bardziej do stereotypowego obrazu ograniczonego chama, a nie właścicielki ekskluzywnego butiku w nie mniej wysublimowanej galerii handlowej. Poniżej mniej więcej tak to wyglądało:

-A ty co się tak patrzysz? Gruby baleronie, poszłabyś pobiegać a nie tu stoisz!
[...]
- [ja] Nie jestem z panią na ty, dlaczego więc odzywa się pani do mnie w ten sposób?
- Bo jesteś gruba i brzydka! [patrząc na Kubę:] I ty też! Wypierdalaj kochaniutki!


Później wyskoczyła jeszcze raz i znów zaczęła nas szarpać i kopać nasze torby, wykrzykując przy tym różnego rodzaju wulgaryzmy. Cóż ja mogę dodać... Jak dla mnie firma zatrudniająca na tak wysokie stanowiska, czy godząca się na reprezentowanie przez osoby takiego pokroju kompletnie się kompromituje.

Gdybym była Mają Palmą albo Lidą Kalitą to chciałabym zapaść się pod ziemię.

PS. Telefon do Simple w Złotych Tarasach to: (0-22) 222-05-43. Gdyby ktoś chciał przekonać się na własne uszy, czy mówię prawdę. ;)

czwartek, 3 stycznia 2008

Uwielbiam hejtmejle.

I piszę to bez żadnej ironii! W zeszłym roku z formularza na krwaweswieta.pl, przez który można było zgłaszać nam drastyczne przypadki znęcania się nad rybami, przyszedł do mnie tylko jeden hejtmejl, i to nie w stylu "ryby som gópje i wy tesz!", tylko dosyć długi i z tego, co pamiętam, mniej więcej rzeczowy.

W tym roku natomiast mejli tego typu dostałam kilkadziesiąt. Cieszy mnie to strasznie, bo oznacza to tyle, że kampanijna strona zyskała na popularności i że w tym roku (a widzę to nawet przeglądając archiwum na gazeta.pl) o wiele więcej mówi się o gehennie ryb.

I niby w tym roku Kaczyński nie wypuścił karpia do stawu (swoją drogą, zal.pl), ale mimo to uważam, że nasz przekaz trafił do znacznie większej ilości ludzi. Największym szokiem dla mnie i tak jest fakt, że Klub Gaja w końcu poszedł po rozum do głowy i przestał namawiać do kupowania i wypuszczania ryb.

Alleluja.