Pokazywanie postów oznaczonych etykietą znalezione w sieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą znalezione w sieci. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 grudnia 2009

czwartek, 17 września 2009

Ouch!

Rammstein promuje swoją nową płytę. Postanowili wykorzystać starą prawdę, że seks sprzeda wszystko, i nagrali w zamyśle prowokujący teledysk.

Nie wiem, czy chcieli być awangardowi i szokując prowokować do myślenia, chociażby jak reżyser tego filmu. Wątpię. Rammstein zrobił słabe wideo, które pomimo poziomu (obawiam się, że poziom intelektualny "Pussy" Rammsteina plasuje się gdzieś na poziomie protistów zwierzęcych: "You have a pussy, I have a dick, so what's the problem, let's do it quick". Można by się po nich spodziewać nieco więcej, aj?) doskonale spełnia swoją promocyjną rolę. Świadczy o tym chociażby informacja na tym blogu.

Nie chce mi się tracić czasu na podawanie wszystkich powodów, dla których ten teledysk (oraz sama piosenka) to zło; spędziłabym na tym cały wieczór a i wydaje mi się to dosyć oczywiste.

Swoją drogą, od razu przyszło mi na myśl to:



Stare dobre czasy.

niedziela, 16 sierpnia 2009

Darmowa sztuka sztuki

O Feed Your Soul: The Free Art Project słyszałam już X miesięcy temu, miałam nawet zamiar poświęcić tu chwilę temu projektowi, ale jakoś wypadło mi z głowy. Przypomniała mi o nim autorka bloga How About Orange (polecam). Warto zatrzymać się na chwilę nad tym projektem, gdyż reprezentuje on bardzo fajne, szczere podejście do sztuki.



Autorka, Jen, prowadząca już blogo-serwis o młodych, niezależnych artystach i artystkach, postanowiła wcielić w życie pogląd, że sztuka istnieje po to, aby się nią dzielić. I co miesiąc namawia grupkę znanych i mniej znanych grafików i graficzek do podzielenia się swoimi pracami. Dzięki temu każdy z nas, po kliknięciu w dział download, może wybrać najbardziej interesujące prace i wydrukować za kliknięciem myszki. Wydrukowane prace obrabiamy w antyramę lub znajdujemy bardziej oryginalną formę ich prezentacji - i voila! Warunkiem korzystania z prac jest zgoda na użycie wyłącznie niekomercyjne.



Znalazłam kilka całkiem-całkiem prac, które mam zamiar powiesić nad biurkiem w celach inspiracji i odwrócenia uwagi od pracy. :) Czekam na nowe prace Jessici Gonacha, którą lubię, a której dostępna do ściągnięcia grafika nie jest wg mnie reprezentatywna dla jej bogatego stylu.


I jak wam się podoba?

piątek, 22 maja 2009

poniedziałek, 16 marca 2009

Nieco zabawne, ale przydatne - pracownik pozywa szefa o prześladowanie z powodu wegetarianizmu.


Ja wiem, że cała sprawa być może nie brzmi poważnie, ale jako wieloletnia weganka doskonale wiem, jak bardzo irytujące i deprecjonujące potrafi być nabijanie się z czyjegoś sposobu życia. Co innego przyjazne żarty i przekomarzania na poziomie, w grupie znajomych, a co innego przaśne, mało wyszukane teksty ze strony przełożonego.

Ryan Pacifico miał naprawdę wkurzającego szefa, który ustawicznie wyśmiewał jego wegetarianizm. Co więcej, wyzywał go od pedałów, ponieważ Pacifico nie miał ochoty wpieprzać mięsnych posiłków z szefem oraz współpracownikami oraz nosił obcisłe spodenki w trakcie triathlonów (kaman, miał biegać w spodniach od garnituru?); ubliżał mu i poniżał przed współpracownikami.

Pacifico został zwolniony w marcu zeszłego roku. Decyzję pozwał do sądu twierdząc, że prawdziwym powodem zwolnienia był jego wegetarianizm i wymyślony przez szefa, Roberta Catalanello, homoseksualizm. Firma Calyon, w której pracował Ryan (wegetarianin od 15 lat!), nie chce komentować całej sprawy.

Przecież od dawna wiadomo, że prawdziwy mężczyzna nie jada mięsa. Ktoś musi się dokształcić!

Zdjęcie: vegdaily.

poniedziałek, 8 września 2008

Could someone *please* bomb PETA?

Mam dosyć, miarka się przebrała. Quiz na stronie pety, na który trafiłam dzisiaj, przekracza wszelkie granice dobrego smaku. W tym moje. Nie pisałam tu nic przez prawie dwa miesiące, aż do dzisiaj. Możecie sobie wyobrazić, jak bardzo się wkurwiłam.

Pety nie lubię z wielu powodów: promowania się przy pomocy seksizmu, kampanii KFC (o której później), oraz promowania zabijania zwierząt w schroniskach (tzw. eutanazja). Quiz, do którego linkuję, to połączenie wszystkiego, co w pecie najgorsze.

Mamy więc modelkę-lolitę (te wszystkie konotacje, duh!), oferującą "przetestowanie" naszej znajomości problemów bezdomności psów i kotów. Nagrodą za każdą "dobrą" odpowiedź w quizie jest zrzucenie części garderoby. Na ostatnim zdjęciu modelka zasłania biust dłońmi, mając na sobie wyłącznie czerwone, koronkowe hot pants. Sexy! Trochę głupio czepiać się, że o damskiej części Internetu peta nie pomyślała i nie mogłam podziwiać na ekranie klaty jakiegoś Adonisa (nie żebym w ogóle chciała), ale warto również na to zwrócić uwagę. W każdym razie, kobiece ciało jest tu wabikiem; peta usilnie próbuje przyciągnąć społeczeństwo do swoich kampanii zwyczajnie mówiąc golizną. Dla mnie oznacza to tyle, iż peta po prostu boi się, że bez golizny nikt ich kampanii nie zauważy, że tematy, które poruszają, są dla ludzi zbyt nudne albo błahe. Wszystko musi trywializować i ozdabiać wypaczonym językiem popkultury.

A przecież efekty takich działań nie będą trwałe. Przyjdzie ktoś inny z ładniejszą modelką w futrze, seksowniejszym hasłem, i co wtedy? Mam wrażenie, że peta traktuje swoj target, jakby był na takim poziomie intelektualnym. Ich sposób argumentacji jest do tego niebezpieczny. Cytat z ich podstrony wyjaśniającej cele kampanii promowanej quizem:
In the U.S., homelessness is not just a human problem. U.S. animal shelters must put to death nearly 4 million dogs and cats every year because of simple math: too many animals and not enough worthy adoptive homes. You can help prevent this; it's as easy as ABC—Animal Birth Control!

Logika tego rozumowania mnie powala. "Musimy uśpić te zwierzęta, bo nie mamy dla nich domów". Może coś się zmieniło, ale kiedy ostatnio sprawdzałam, ani bezdomnych, ani dzieci w domach dziecka nie zabijano z powodu zbyt długiego pobytu na ulicy/w sierocińcu.

W Polsce otwiera się nowe schroniska dla zwierząt... w każdym razie próbuje otwierać. Porządni ludzie, którzy się tym zajmują, wiedzą, że nie mają prawa odbierać tym zwierzętom życia w imię wypaczonego humanizmu, czują natomiast obowiązek pomocy bezdomnym zwierzętom, udomowionym przecież przez człowieka i potrzebującym jego opieki (może się to ludziom podobać albo nie, tak już niestety jest, że niektóre gatunki zwierząt są obecnie od człowieka uzależnione - nie myślcie tylko, że mi się to podoba). Mniej porządni ludzie robią sobie ze schroniska fabrykę smalcu. Których poprze peta? Aż strach odpowiedzieć na to pytanie, ale ich nagonka na no-kill shelters jest po prostu obrzydliwa.

Peta ciągle krzyczy o tym, że zwierzęta w no-kill shelters nie mają odpowiednich warunków do życia - że jest ciasno, brudno, a właściciele takich schronisk to znęcający się na zwierzętach degeneraci. Właściciele kill shelters natomiast to ludzie o najwyższych standardach etycznych, kierujący się dobrem zwierząt. Wszystko jest tu tak strasznie wypaczone i odwrócone do góry nogami: smierć lepsza niż życie w brudzie i ciasnocie! nadzieja matką głupich!, podczas gdy nadzieja jest podstawą działania schroniska - nadzieja, że każde zwierzę, które do niego trafi, znajdzie dom. Peta chce zamienić wszystkie schroniska w sterylnie czyste, "humanitarne" fabryki. Przechowalnie bagażu. To najzwyklejsze w świecie uprzedmiotowienie zwierząt! Fakt, że promowane jest przez organizację zarzekającą się, że chce ich wyzwolenia, to jakaś kpina.

czwartek, 12 czerwca 2008

Podstawa podstawie nierówna.

Planuję w wakacje porozsyłać w różne miejsca swoje cv, z marzeniem, że może zaczepię się gdzieś jako tłumacz (na marginesie, zarejestrowałam się nawet na goldenline.pl i założyłam kolejnego bloga, sic!). CV postanowiłam napisać od początku raz jeszcze, bo nie chciało mi się szukać na dyskach starego. Znalazłam w Internecie wzór CV tłumacza - i wszystko byłoby ok, gdyby nie ten jeden mały kwiatuszek pod koniec:

Cóż, to musi być absolutna podstawa podstaw, Panie Nowak. ;)


piątek, 9 maja 2008

Adbusters + Czesław Miłosz = ?



Ciekawa wizualizacja wiersza Miłosza.

wtorek, 6 maja 2008

W mojej okolicy też mieszkają kaczki.



Dzisiejszy Wulffmorgenthaler zabija. A tak na marginesie, przekaz całkiem pro-AR. ;)

poniedziałek, 21 kwietnia 2008

Mental Detox Week! 21-27 kwietnia.


Tydzień bez telewizora nieco zmienił swoje oblicze. Adbusters w tym roku proponuje Mental Detox Week:

Przez ten tydzień zrób sobie przerwę - wyłącz telewizor, komputer, iPoda, komórkę. Nie musisz rzucać się od razu na głęboką wodę, spróbuj trochę odpocząć. Wieczorem możesz przecież obejrzeć swój ulubiony serial, ale gdy tylko się skończy - wyłącz odbiornik, zrelaksuj się, poczytaj książkę lub idź na spacer. Co powiesz na spotkanie z przyjaciółmi?

Adbusters przywołują wyniki badań, według których 2/3 Amerykanów cierpi na tzw. disconnection anxiety - czują stres i niepokój gdy nawet na chwilę tracą kontakt ze swoimi elektronicznymi gadżetami. Dlatego właśnie propozycja tygodniowego detoxu - zdroworozsądkowa przerwa zamiast późniejszego leczenia farmaceutycznego, hehe.

Strona tygodnia tutaj. Mi z powodu pracy będzie na początku tygodnia nieco trudno zrezygnować z komputera, ale później - czemu nie? W sumie strasznie dużo czasu przed nim spędzam a gdy w piątek rano zalałam sobie klawiaturę sokiem i cały dzień minął bez niego, zrobiłam mnóstwo rzeczy (część już jest na darmowejzupie), dzień był dłuższy i jakoś tak bardziej sensowny.

Ktoś ma zamiar spróbować? :)

niedziela, 27 stycznia 2008

Sexploitation?

Sexualize:

To make sexual in character or quality: "the thesis that one can sexualize life completely without ever bumping into responsibility" Stephen Koch.
(the free dectionary)

Sexploitation = sex + exploitation; innymi słowy, termin ten oznacza wykorzystywanie treści o wyraźnie seksualnym zabarwieniu w mediach czy filmach. O czym poniższy krótki filmik:



Cytowany w filmie raport APA można znaleźć tutaj.

[edit - tłumaczenie napisów pojawiających się w filmie]
Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne twierdzi, że seksualizacja młodych dziewcząt ma związek z powszechnie występującymi chorobami umysłowymi, zarówno u dziewcząt, jak i kobiet: zaburzenia odżywiania, zaniżona samoocena, depresja.

Seksualizację definiuje się jako sprowadzanie wartości jednostki jedynie do jego/jej atrakcyjności seksualnej i/lub zachowań seksualnych, wykluczając wszystko inne, oraz gdy jednostkę sprowadza się do roli przedmiotu (uprzedmiotowienie) w celu zaspokojenia seksualnego innych osób.

Handel seksem jest nielegalny, jednak wykorzystywanie seksu do promowania wzrostu gospodarczego już nie jest.

piątek, 30 listopada 2007

Zamiast pracować pisz bloga.

Na taki cytat wpadłam pisząc artykuł do pewnego miesięcznika:

Objectification reduces sensitivity. Thus cows are called beef or head of cattle, pigs become pork, sheep mutton. The screams are muted.. and living creatures become plastic wrapped packages.

i dowód:

In a lunch session at the slaughterhouse, a lamb jumped out of its pen and came unnoticed up to some slaughtermen who were sitting in a circle eating some sandwiches; the lamb approached and nibbled a small piece of lettuce that a man was holding in his hand. The men gave the lamb some more lettuce and when the lunch period was over they were so affected by the action of the lamb that not one of them was prepared to kill this creature, and it had to be sent away elsewhere - showing that within each human soul there is an element of pity, compassion and love in varying degrees. It is our duty to encourage the higher qualities to bloom and blossom wherever possible in each individual.


...na więcej niestety nie mam czasu, więc przemyśl sobie sama.

wtorek, 20 listopada 2007

Your songs will be braking no hearts again, swear...

Tak, przyznaję się bez bicia - ostatnio bardzo mało czasu mam wolnego. Nie narzekam oczywiście, wręcz przeciwnie. Czuję, że bez komputera bardzo mocno się rozwijam. Tym niemniej, mój blog nieco na tym cierpi, ale coś za coś. Nie wiem, kiedy będę miała wolnego więcej. Żeby jednak nie było tak smutno, to klip Hundred Reasons:


wtorek, 6 listopada 2007

Myślenie przyszłościowe.

Siedząc w pracy i przeglądając wyniki w Google dla zapytania "mapa Polski" ujrzałam...

Bez komentarza. ;)

A tak przy okazji, to pozdro dla harce. Tak mi się nagle skojarzył.

wtorek, 23 października 2007

Przygody z freeganizmem.

Wcześniej czy później musiało do tego dojść. Na razie jest dość skromnie, ale dopiero zaczynamy. Za jakiś czas pewnie baner zachce nam się zrobić, czy coś. Anyway, są już jakieś przepisy, więc można zacząć się chwalić.

Będziemy pisać nie tylko o jedzeniu - chcielibyśmy popularyzować też samą ideę friganizmu, przy okazji się rozwijając. Zapraszam na Darmową Zupę. :)


Ps. Właśnie odezwał się do mnie na gygy znajomy z wydziału, zachwycony poniższym poematem. Uroczy, więc wklejam, zdając sobie sprawę doskonale, że od czapy jest:

haikus are easy
but sometimes they don't make sense
refrigerator

poniedziałek, 13 sierpnia 2007

Moja nowa zajawka.

Ok, to dla mnie dosyć nietypowe. Postanowiłam nauczyć się czegoś nowego... Tak się składa, że strasznie wkręciłam się jakiś czas temu w jumpstyle. Ci, którzy wiedzą co to, i mnie znają, prawdopodobnie strasznie się teraz ze mnie śmieją. Cóż, bywa ;) Tym, którzy nie wiedzą, o co chodzi, przedstawiam poniższy klip z YouTube:



Albo ten. Albo ten. Albo ten. Ha! Mega oldskul!

...no dobrze, kmh, przestań się śmiać, ok? Już, już, spokojnie, oddychaj.

Jumpstyle to styl taneczny rodem z dyskotek, jest popularny w Danii, Anglii, również w Niemczech. Cytując Wszechmocną Wikipedię (poprawiwszy zawczasu błędy gramatyczne):

Jumpstyle - gatunek z Belgii charakteryzujący się bardzo skocznymi bitami w niektórych utworach przypominających psujące się urządzenie. Charakterystyczne dla tego gatunku są: mała ilość sampli oraz to, że echo sampli beatowych jest dłuższe od echa sampli pozostałych. Często bity te nie zawierają punktu kulminacyjnego tylko ich echo lub pozostałości.

W Polsce od pewnego czasu istnieje strona poświęcona temu tańcowi. Ludzie przysyłają domowej roboty filmiki, szkoda tylko, że nie ma na nich żadnych dziewczyn ...do czasu, hehe.

A jak już opanuję jumpstyle, to nauczę się c-walk!

piątek, 3 sierpnia 2007

Wysublimowane poczucie humoru Izby Gospodarczej "Polskie Mięso".

Kurwica mnie dzisiaj strzeliła. Zaznajamiając się z stroną IG "Polskie Mięso" postanowiłam odwiedzić dział "na wesoło", i nie ukrywam, oczekiwałam jakichś smaczków - głównie odnośnie podejścia przemysłu do zwierz..., o, przepraszam, surowców - ale to, co poczytałam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie tylko innym gatunkom się dostaje, kobiety też mogą sobie na swój temat poczytać. Zaraz ktoś stwierdzi, że dramatyzuję, ale instytucja tak poważna, jak Izba Gospodarcza, powinna wykazać się wyższym poziomem. Po tym, co zaprezentowali, nic już chyba nie zmieni mojego obrazu osoby z branży jako ograniczonego buca.

Enjoy.

Dyrektor zakładu mięsnego chciał pokazać Jasiowi co przekaże mu w spadku. Oprowadza więc go po zakładzie i podchodza do pierwszej maszyny:
- Popatrz synku to jest taka maszyna gdzie wkładasz barana a wychodzi parowka, rozumiesz?
Syn mysli i mysli i w końcu odpowiada:
- Tato, a powiedz mi czy jest taka maszyna gdzie najpierw wkłada się parowkę a potem wychodzi baran?
- Tak synu to twoja matka!

+++++

Przychodzi krowa do sklepu mięsnego, i mówi:
Poproszę 20 kg. maczki kostnej... A co jak szleć to szaleć!

+++++

Dlaczego nie ma mięsa? Świnie przy korytach, krowy w Lidze Kobiet, a woły pracują.

+++++

Nowa metoda uboju - pod tucznika podkłada się ładunek wybuchowy. Połowa leci na zachód, połowa na wschód, a Polaków krew zalewa.

+++++

O czym marzy polska świnia w drodze do rzeźni? Żeby choć jej serce pozostało w kraju.

A, i żeby nie było, oto ich strona internetowa.

wtorek, 19 czerwca 2007

Beauty Kit (i inne takie).

Adbusters wypuścili z półtora tygodnia temu zestaw czterech krótkich spotów ukazujących rzeczywistość dziewczęcej niewinności i beztroskości w Stanach (hyhy, jak to zabrzmiało). Przerażające, coraz młodszym dziewczętom każe się wypełniać wygórowane i w sumie odcięte od rzeczywistości kanony współczesnego piękna pod groźbą utraty szczęścia i dobrego samopoczucia, wyrastających z zadowolenia z własnego ja. Spoty prezentują bardzo fajny kontrast między konwencją reklam lalek Barbie a faktyczną zawartością zestawu małej pięknisi.



Dziesięcio-, dwunastolatki biegają po podwórku, brudzą się, uczą się przeklinać i czytają "Dzieci z Bullerbyn" i "Przygody Tomka Sawyera" (no, przynajmniej za moich czasów tak było), a nie chodzą z mamusiami do kosmetyczek i fryzjerek. Cóż, w Polsce nie ma takiej presji na wszelakie konkursy piękności, podczas gdy w Stanach panuje na ich punkcie absolutna mania, tyczy się to również konkursów dziecięcych, począwszy już od siódmego/ósmego roku życia (w tym momencie gorąco polecam film Little Miss Sunshine).

Przypomina mi się też jeden z reality show produkcji MTV - My Super Sweet Sixteen (linkować do strony programu nie będę, bo przed chwilą strona mtv.com zawiesiła mi przeglądarkę, dzięki Buddo za automatyczne zapisywanie postów w bloggerze). Każdy odcinek to inna rozpuszczona piętnastolatka z nadzianymi rodzicami opowiadająca o przygotowaniach do jej szesnastych urodzin. Każdy odcinek to targowisko próżności, pokaz rozpuszczenia i totalnego egocentryzmu. Włos się na głowie jeży. Każde z dziewcząt patrzące do kamery i mówiące z głęboką wiarą we własne słowa, że jest najważniejsze, najpiękniejsze na całym świecie, że jej rodzice dadzą jej wszystko, co chce, że może mieć wszystko, że nosi tylko markowe ubrania od znanych projektantów, że na 16te urodziny dostanie BMW... Brrr! MTV od dawna ma u mnie ogromnego minusa za promowanie czysto konsumpcyjnego, wielce materialistycznego i praktycznie hedonistycznego stylu życia. Na IMDB program ten osiągnął zawrotną ocenę 2,3/10.

A tak na marginesie, wracając do początku posta, Adbusters od jakiegoś czasu sprzedaje własną linię trampek - czarnych, ekologicznych, pozbawionych loga. Cóż... jeżeli "No logo" mógł stać się marką, tak samo stanie/stało się już (?) z brakiem loga. Z jednej strony inicjatywa, jaką jest promowanie produktów pozbawionych loga, i do tego przyjaznych środowisku, jest jak najbardziej słuszna - człowiek przestaje być wtedy chodzącym bilbordem - ale z drugiej strony... adbusters i produkt, adbusters i produkt, adbusters i produkt... wam też coś dziwnego dzieje się z żołądkiem na dźwięk takiego połączenia?

No właśnie.

A może po prostu znowu przesadzam z czarnowidzeniem. Pewnie niedługo zabiorą mi licencję.

niedziela, 15 kwietnia 2007

Pearls Before Swine.






W ramach przygotowywania prezentacji "Paski komiksowe w amerykańskich gazetach" na kurs z mass mediów trafiłam na Pearls Before Swine. Przypadł mi do gustu najbardziej ze wszystkich, które znalazłam podczas zabawy w poszukiwacza.



Autor, Stephan Pastis, był kiedyś prawnikiem i pomieszkiwał gdzieś w Kaliforni. Nagle, w pewnym momencie swojego życia doszedł do wniosku, że rysowanie komiksów to to, co Tygrysy lubią najbardziej. I tak w 1997 roku powstało PBS. Przez pierwsze dwa lata paski ukazywały się w Internecie, później zaczął je drukować The Washington Post. Obecnie komiks przedrukowuje circa 400 gazet.
Głównymi bohaterami są Pig i Rat, którzy mieszkają razem i dzielą wszystkie dole i niedole z tym związane. Aha - Rat jest tym przemądrzałym, Pig jest tym naiwnym. Do paczki należą jeszcze Goat i Zebra, jest też głupi sąsiad Croc z żoną jak Peggy z Bundych i dziwnymi dzieciakami. Interesujące, że komiks uznawany jest za kontrowersyjny - z powodu tematyki, jaką porusza autor (polityka, samobójstwa, choroby psychiczne, etc.).

Kontrowersyjny czy nie, PBS jest przesympatyczny i często ironiczny. Potrafi też żartować sam z siebie. Uwielbiam komiksy tego typu i z całego serca polecić mogę śledzenie go na bieżąco tu.