poniedziałek, 5 lutego 2007

Betonizacja.

Nie wiem, czy ktoś jeszcze o tym pamięta, ale całkiem niedawno tam były jeszcze drzewa i sporo trawy:


Jeżeli ktoś nieczęsto wita centrum Warszawy, to pomogę - to ulica równoległa do Marszałkowskiej, tam gdzie kiedyś było Kino Relax, a to po prawej to Galeria Centrum.

Dokoła trawników były również murki z ławeczkami, na których można było sobie przysiąść, chociażby z falafelem (a niedaleko gdzieś niezłe dają, jeżeli mnie pamięć nie myli). Czasami ponad szum Marszałkowskiej przebijał się szum liści, a i chyba kiedyś słyszałam tam ptaki. Obecnie nawet gołębia nie uświadczysz.

Trudno również, nawet z wyobraźnią bogatą jak moja, zamienić słupy w drzewa. Innowacyjnie, nie ma już żadnych ławeczek, koszy na śmieci też nie zauważyłam (mogły się gdzieś ukryć, kto ich tam wie). Krajobraz przypomina mi trochę Dworzec Centralny, tylko bez dachu i torów.

Architekci zafundowali miastu kolejną (pseudo-futyrystyczną) betonową patelnię pokroju placyku pod Metrem Centrum.

Zastanawiające, czerpiąc inspirację po trzoszę z "Odzyskać miasto" Urbańskiego, po troszę z własnych obserwacji, jest to, że architektura miejska ma coraz mniejsze przełożenie na faktyczne potrzeby jej mieszkańców. Jestem pewna, że kogo by się na tym betonie nie spytać o opinię na jego temat, odpowiedzi byłyby podobne do siebie i miałyby negatywny wydźwięk.

Miasto generalnie, a Warszawa w szczególności, nie potrzebuje kolejnych metrów kwadratowych betonu czy kostki brukowej.

Ostatnio odremontowali jeden z parków na Pradze - zastępując ścieżki kostką brukową i instalując zamykaną na noc bramę; w ten sposób zabija się ducha miasta, zabija się w nim ostatnie przebłyski natury. Trwają dyskusje nad "odremontowaniem" Parku Skaryszewskiego. Jeżeli w ten sam deseń, co jego poprzednika, to dziękuję, wysiadam. W środku parku znajduje się muszla koncertowa - kiedyś, przed remontem, dostępna dla wszystkich; znajomi robili tam gitarowe koncerty dla swoich najbliższych, po prostu umawiali się na miejscu i zajmowali scenę. Dzisiaj nie byłoby to możliwe - po renowacji scenę ogrodzono murem i kratami, zainstalowano obrzydliwe (i niewygodne) plastikowe krzesełka oraz ochroniarzy.

Za każdym razem, gdy odnawia się dyskusja na temat zagospodarowania prawego brzegu Wisły, zamieram w duchu. Jest to jedno z ostatnich przebłysków prawdziwej natury w mieście - nie ułożonych, wyliczonych rabatków z mizernymi tudzież egzotycznymi roślinkami, takiej żałosnej, new-age'owej, parodii natury. Spacerując ukrytymi między drzewami ścieżkami (odkrytymi przeze mnie, nota bene, dopiero trzy albo cztery miesiące temu) można bardzo skutecznie uciec od zgiełku miasta, nie wychodząc z niego.

Jest właśnie taki park w Sztokholmie; w porównaniu z obszarem miasta - naprawdę ogromny. Różnica między Sztokholmem a Warszawą jest jednakże taka, że tamtejsze władze o park dbają, podczas gdy nasze myślą, pod co by te drzewa powycinać.

Wydaje się, że architektów miejskich pożera ich własna fantazja; dają się jej ponieść tak bardzo, że zapominają zupełnie o celach architektury w mieście. Ma ona nie tylko "ładnie wyglądać" (niestety, jak widać na załączonym obrazku, nawet to nie zawsze się udaje), ale - co ważniejsze - integrować miejską społeczność. A miejsce takie, jak to ze zdjęcia, dezintegruje.


PS. To jeszcze nie koniec - ciąg dalszy nastąpi, jestem na etapie zbierania materiałów. Temat-rzeka.
PS2. Przerażona swoim poziomem noł-laj-fiz-mu, wszystkie zdjęcia z ostatnich kilku postów robiłam sama, śmigając po mieście na Vendecie, chociaż trudno w to uwierzyć.

6 komentarzy:

kmh pisze...

no chyba ocipiałaś z tym pasażem wiecha. trawniki? w tych klombach? przecież to było klepisko zasrane przez psy.

i jeszcze szum liści

martaaa pliiizzz

m. pisze...

konrad, ja cie prosze, cenzure wprowadze. oczywiscie ze byla trawa i oczywiscie ze szum lisci. no, ja przynajmniej slyszalam - moze sugababes ci sluch stepily.

w kazdym razie, nawet naginajac rzeczywistosc i przyjmujac twoja teorie, wolalam psie gowna na trawnikach latwych do od-zywienia niz beton.

Crash pisze...

Widzę, że rower dorobił się imienia ^^

m. pisze...

ano, dorobila sie imienia. najlepsze pomysly zawsze przychodza tuz po przebudzeniu.

moli pisze...

yo grrrl. tak tylko, nie zebym sie czepiala, ale fajniej by bylo jakbys puszczala linki do ksiazek na anarchistyczne dystrybucje np. trojke, bo po pierwsze taniej, po drugie lepiej, hehe.

m. pisze...

a wiem ze taniej i lepiej, ale przyznam sie ze bezposredniego linka do ksiazki na trojce nie znalazlam, a o bezposredni mi raczej chodzilo... :)

to gwoli sprawiedliwosci: Urbanski, tak jak i wiele innych wartych przeczytania ksiazek, do zdobycia w oficynie wydawniczej bractwa trojka.