poniedziałek, 19 marca 2007

Słowoterapia.

brzytwa rani,
rzeka jest bagnista,

kwasy brudzą,
prochy wywołują skurcze,
broń jest nielegalna,
pętla się urywa,
gaz śmierdzi,

równie dobrze mógłbyś żyć.


Dorothy Parker

Znalazłam na blogu La Lucha, i tak sobie myślę, że gdybym wpadła na to jedno długie zdanie kilka miesięcy temu, moje życie być może wyglądałoby teraz inaczej. "Gdybym", "być może"... Najmilej jest pochłaniać synapsy bezproduktywnym gdybaniem, zamiast zebrać w sobie energię z tych wszystkich spożytych przez życie pasztetów sojowych i zrobić to, o czym tak intensywnie i masochistycznie się gdyba. Straszne emo, ale każdy miewa chwile takie, że ostatnią rzeczą przychodzącą na myśl o tym durnym słowie na "e" jest głupi dowcip, a pierwszą jest jakieś ciemne, ciasne, ciepłe miejsce, do którego chcesz uciec i w którym chcesz się schować - tak, jak dziadek Freud przykazał. Tylko ile można uciekać?

Urywam tutaj, bo czuję jak wzrasta we mnie potrzeba wylania kubła uczuć na (przez?) klawiaturę. Pogdybam sobie jeszcze trochę, może zlituję się nad synapsami, może nie. Wszystko czas pokaże. W każdym razie tak mówią na mieście.

Brak komentarzy: